Po raz kolejny, w ramach cyklicznych akcji, w minioną niedzielę pikietowaliśmy w Toruniu w obronie życia. Miało to miejsce przed szpitalem L. Rydygiera, w którym dochodzi do zabiegów nazywanych w nowomowie „aborcją”, a które w rzeczywistości są zabiciem żywego człowieka. Najgorsze jest to, że abortowane dzieci nie mogą się bronić przed „wyborem” swoich matek, bezwzględnie realizowanym przez lekarzy. Właśnie dlatego uczestnicy pikiety pojawiają się pod toruńskim szpitalem – w celu ochrony tych małych istot, którym nie zostały jeszcze nadane imiona, ale są takimi samymi ludźmi jak my.
W czasie akcji mogliśmy zaobserwować różne gesty, wyrażające aprobatę lub niechęć do nas. Bez względu na ich wymowę wiemy, że działamy w obronie dzieci nienarodzonych. Prowadziliśmy również rozmowy. W trakcie jednej z nich pewna kobieta próbowała przekonać młodą wolontariuszkę o bezsensie naszych działań oraz sprowadzić rozmowę do poziomu niemerytorycznego. W czasie tej dyskusji odwoływaliśmy się do wyników badań naukowych i do własnego sumienia.


