W Warszawskim Szpitalu Południowym doszło do tragicznej w skutkach zamiany zarodków. Maleńkie dziecko wszczepiono do macicy kobiety, która nie była jego matką. Placówka poinformowała, że „zachowano standardowe procedury operacyjne”, a więc nie doszło do zapłodnienia. Te gładko brzmiące słowa kryją najprawdopodobniej fakt, że miała miejsce aborcja. Albo – co najmniej – zaniechano podawania środków wspomagających zagnieżdżenie się zarodka, które zwyczajowo stosowane są po implantacji. Tak czy siak chodzi o jedno: spowodowano, że dziecko nie przeżyło.
Zaledwie kilka dni temu pisaliśmy o tym, że klinika in vitro w Szpitalu Południowym, zarządzanym przez miasto Warszawa, powstała głównie po to, by czerpać pieniądze na produkcję dzieci z rządowych dotacji. Teraz zginęło tam dziecko, gdyż personel się pomylił. To kolejna odsłona afery, o której mówi cała Polska.
Pomyłka przy in vitro w Warszawie
Doniesienia medialne odsłoniły ostatnio szereg nieprawidłowości w Szpitalu Południowym w Warszawie: m.in. zaniedbania na SOR, fałszowanie dokumentacji, a nawet handel ludzkimi zwłokami. Teraz ujawniono, że zespół embriologów pracujących przy procedurach in vitro w przyszpitalnym Warszawskim Centrum Leczenia Niepłodności popełnił błąd. Pomylono dwoje dzieci, najprawdopodobniej należących do kobiet o takim samym nazwisku.
Personel umieścił dzieciątko w macicy kobiety, po czym zorientował się, że jest to zarodek należący do innej pary. Co dalej? Jak poinformował szpital, do ciąży nie doszło, gdyż od razu wdrożono „odpowiednie procedury”. Ten enigmatycznie brzmiący komunikat oznacza najprawdopodobniej, że zastosowano substancje uniemożliwiające prawidłowe zagnieżdżenie się zarodka, czyli po prostu wykonano aborcję farmakologiczną. Albo nie podano leków na podtrzymanie ciąży, które zawsze towarzyszą procedurze sztucznego zapłodnienia, licząc na to, że dziecko umrze – i tak się stało.
In vitro i aborcja: nierozerwalny związek
Poczęty w klinice in vitro w Szpitalu Południowym maluszek stracił szansę na życie, bo ktoś się pomylił. Nie dopuszczono do sytuacji, by pacjentka nosiła i urodziła dziecko, z którym nie jest biologicznie spokrewniona, bo to przecież byłoby niedostarczeniem zamówionego produktu… Sytuacja z Warszawy obrazuje po raz kolejny, jak nieludzką procedurą jest in vitro – nastawioną tylko i wyłącznie na spełnianie zachcianek o posiadaniu potomstwa oraz zysk. Bez żadnego poszanowania dla dziecięcego życia.
Przypadki zamiany dzieci z in vitro miały miejsce już nie raz: niedawno pisaliśmy o pomyłce w klinice in vitro w Georgii, w wyniku której dziecko zostało oddzielone od kobiety, która je urodziła i którą znało jako matkę.
Jak wielokrotnie ostrzegaliśmy, in vitro to nieetyczna procedura, która związana jest nierozerwalnie z aborcją. Bo selekcjonuje się zarodki, wybiera te „najlepsze”, a resztę zamraża lub utylizuje. Albo – jak w opisywanym przypadku –zwyczajnie zabija się już wszczepione do organizmu kobiety dziecko. Bo doszło do pomyłki lub maluszek nie spełnia oczekiwań!
Tekst: Anna Nowak




