W wielu przypadkach po aborcji polegającej na wywołaniu przedwczesnego porodu rodzi się żywe dziecko. Po takim nieudanym morderstwie maluch walczy o każdy oddech. Jego płuca nie są wystarczająco rozwinięte, by mógł oddychać samodzielnie. A zamiast przyjść mu z pomocą, personel medyczny czeka, aż noworodek umrze. Takie jest prawdziwe oblicze aborcji w Polsce! Pokazują je ujawnione przypadki żywych urodzeń z aborcji – z Wrocławia, Opola, Warszawy, Rzeszowa i Oleśnicy. Choć tajemnicą Poliszynela jest, że takich przypadków jest mnóstwo. Już od 14. -15. tygodnia od poczęcia dzieci z reguły wychodzą na świat żywe. Pozostaje tylko kwestia, ile czasu męczą się, zanim umrą – im starsze, tym ich agonia jest dłuższa.
2014, Wrocław: dziecko zmarło w 28. dobie po urodzeniu
Na przełomie stycznia i lutego 2014 roku w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym przy ul. Kamieńskiego we Wrocławiu urodziło się dziecko, które przeżyło własną aborcję. Była to dziewczynka z zespołem Downa w wieku około 23-24 tygodni życia płodowego. Personel medyczny wywołał sztuczne poronienie. Spodziewano się, że dziecko urodzi się martwe, jednak tak się nie stało: maluszek przeżył. Co więcej, matka nie zdążyła przejść na salę porodową i urodziła swoją córeczkę na sali, gdzie były inne pacjentki, dlatego nie dało się zatuszować faktu, że dziewczynka żyje. Neonatolodzy musieli zatem przynajmniej udawać, że ją ratują.
„Przenieść do inkubatora i czekać, aż ustąpią funkcje życiowe” – oto cytat z oficjalnej odpowiedzi szpitala na nasze pisemne zapytanie, co zwykle dzieje się z żywo urodzonymi dziećmi po aborcji. Maluch z 2014 roku trafił na reanimację. Lekarze neonatolodzy rozpoczęli intubację.
Mimo udzielonej pomocy i lekarskich zapewnień, że dziecko ma szansę na przeżycie, dziewczynka zmarła 28 lutego. Po doniesieniach medialnych wrocławska prokuratura wszczęła postępowanie w sprawie aborcji w szpitalu przy ul. Kamieńskiego. Zostało ono jednak umorzone. Skoro celem procedury było pozbycie się dziecka, to organy ścigania nie widziały powodu, aby rozliczyć jego śmierć.
2014, Rzeszów: żywe dziecko po aborcji zostawione bez pomocy
Położna Agata Rejman ujawniła w 2014 roku makabryczne praktyki stosowane w szpitalu Pro-Familia w Rzeszowie: „Mordowane są nawet 5-, 6-miesięczne chore dzieci nienarodzone. Są wyciągane za nóżki z łona matki, często rozrywane na pół i wrzucane do wiadra. Jeśli się nim nie mieszczą, są w nim upychane” – relacjonowała z bólem. W jednym z przypadków pani Agata zauważyła, że dziecko po aborcji zaczęło oddychać. Noworodek nie został jednak uratowany. Zamiast tego położono malucha na zimnym, metalowym stoliku, gdzie personel po prostu czekał na jego śmierć.
Położna postanowiła opowiedzieć o strasznych zdarzeniach, których była świadkiem. Wraz z większością koleżanek z oddziału wystosowała też do dyrekcji szpitala list, w którym powołując się na klauzulę sumienia, panie odmówiły dalszego asystowania przy aborcjach. „Jesteśmy położnymi, mamy pomagać przyjść nowemu życiu na świat” argumentowały kobiety. Otaczać życie troską, a nie zabijać!
Na szczęście w 2016 roku dyrektor szpitala poinformował, iż placówka nie będzie już przeprowadzać aborcji, gdyż wszyscy pracownicy podpisali klauzulę sumienia. Szpital nawiązał też współpracę z hospicjum perinatalnym, by zapewniać wsparcie rodzicom spodziewającym się chorego dziecka, a nie oferować im zabicie malucha.
2014, Opole: śmierć dziecka urodzonego żywo z aborcji decyzją lekarzy
Pod koniec sierpnia 2014 roku w jednym z opolskich szpitali podjęta została próba zabicia dziecka z zespołem Downa w łonie matki. Była to jedna z tzw. późnych aborcji. Ponieważ jednak w trakcie aborcji doszło do komplikacji, wykonano cesarskie cięcie. Na świat przyszło żywe dziecko. Maluch ważył 600 gramów, samodzielnie oddychał i według relacji świadka głośno płakał. Walczył o życie! Noworodek został umieszczony w inkubatorze, a zespołowi obecnemu na oddziale kategorycznie zabroniono go reanimować: taką decyzję podjęli lekarze przeprowadzający aborcję. I to mimo że w trakcie pobytu malucha w inkubatorze zaobserwowano, że wszystkie jego narządy funkcjonują prawidłowo. Pozostawione samo sobie dziecko zmarło.
Prokuratura Rejonowa w Opolu wszczęła postępowanie w sprawie zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa – zabójstwa noworodka. Ostatecznie jednak ponownie sprawa została umorzona.
2016, Warszawa – zabójstwo pod szyldem „Świętej Rodziny”
Na początku marca 2016 roku do Szpitala im. Świętej Rodziny na ul. Madalińskiego w Warszawie zgłosiła się na aborcję kobieta w 24. tygodniu ciąży. Jej dziecko miało zespół Downa. Wywołano przedwczesny poród. Urodziło się żywe dziecko. Lekarze położyli je na przewijaku i pozostawili samo sobie. Przez 22 minuty dziecko płakało i krzyczało, po czym umarło. Świadek zdarzenia stwierdził, że nigdy nie zapomni rozpaczliwego kwilenia malucha. Medycy nie zrobili nic, by pomóc noworodkowi – choćby tylko ulżyć jego cierpieniu.
Prokuratura okręgowa w Warszawie wszczęła postępowanie pod kątem nielegalnego przerwania ciąży i nieudzielenia pomocy noworodkowi. Jednak i w tej sprawie nikomu nie postawiono zarzutów i sprawę zamieciono pod dywan.
Lata 2020-ste, Oleśnica: personel czekał, aż 26-tygodniowe dziecko umrze
Gizela Jagielska, była wicedyrektor ds. medycznych z Oleśnicy przyznała, że wraz ze współpracownikami wykonała aborcję dziecka w 26. tygodniu ciąży. I że dziecko urodziło się żywe. Wcześniakowi nikt nie pomógł. Maluszek zmarł w olbrzymich męczarniach, powoli dusząc się z powodu niedostatecznie wykształconych płuc. „Dziecko się rodzi i czekamy, aż umrze” – opisała przebieg takiego „zabiegu” Jagielska. A przecież gdyby udzielono mu pomocy, dzieciaczek prawdopodobnie by przeżył!
Żeby zabić dziecko jeszcze w łonie matki, by przypadkiem nikt nie zobaczył go żywego, zaczęto po tym żywym urodzeniu stosować w oleśnickim szpitalu mordercze zastrzyki z chlorku potasu w serce dziecka. Taki jest poziom upadku: lepiej zabić zawczasu, by nie mieć kłopotu z oddychającym noworodkiem!
Gizela Jagielska do dziś nie usłyszała żadnych zarzutów. Ani za pozostawione bez pomocy żywe dziecko, ani za zabicie dziecka zdolnego do życia tuż przed porodem.
Po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego
Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z października 2020 roku, który zamknął definitywnie spór wokół aborcji eugenicznej, aborterzy są nieszczęśliwi. Proaborcyjne szpitale szukają luk prawnych, by przeprowadzać aborcje. W Oleśnicy w 2024 roku zabito przed urodzeniem 155 dzieci, w tym 13 zdrowych i 62 z podejrzeniem zespołu Downa, wszystkie dzieci zginęły na podstawie tzw. przesłanki psychiatrycznej. Fundacja Życie i Rodzina alarmuje, że placówka zataja informacje o żywych urodzeniach, twierdząc w oficjalnych pismach, że takich przypadków „nie odnotowano”. Jednak relacje, takie jak przytoczona opowieść Gizeli Jagielskiej, przeczą tym zapewnieniom.
Procedury szpitalne – systemowe ludobójstwo
Jako Fundacja Życie i Rodzina od lat pytamy szpitale o procedury dotyczące żywych urodzeń po aborcjach. Odpowiedzi, takie jak ta z Wrocławia, są szokujące: dzieci przenosi się do inkubatora i czeka na ich śmierć. Szpitale często twierdzą, że „nie odnotowano” takich przypadków, co budzi wątpliwości o rzetelność przesyłanych informacji. Odkładanie żywych dzieci na bok, aby zmarły, to systemowe ludobójstwo.
Wołanie o sprawiedliwość
Każde z tych dzieci mogło żyć, gdyby dano im szansę. Historie z Wrocławia, Opola, Warszawy, Rzeszowa i Oleśnicy tylko pozornie opisują niespodziewane wypadki. W rzeczywistości mamy do czynienia z dramatami niewinnych dzieci, które walczyły o każdy oddech. Urodzenia żywe z aborcji to nie rzadkość, ale standard, szczególnie powyżej I trymestru ciąży. Dopiero przecięcie pępowiny lub zostawienie dziecka na wielogodzinną agonię powoduje jego zgon.
Choć żywe dzieci po aborcji to wciąż temat tabu, znajdują się jednak świadkowie, którzy decydują się przerwać milczenie w tej sprawie i zdać relację z męki dzieci, którą widzieli na własne oczy. Takie relacje zawiera film o aborcji ,,Miało nie żyć” nagrodzony kilkoma nagrodami na festiwalach filmów dokumentalnych ,,Maksymiliany” 2024 oraz ,,Niepokalana” 2025. Film, który wstrząsnął sercami oraz sumieniami i nikogo nie pozostawia obojętnym na zbrodnię aborcji.
Tekst: red.




