Zespołowi ds. edukacji zdrowotnej, tworzącemu program przedmiotu wprowadzonego od roku szkolnego 2025/2026 do polskich placówek edukacyjnych, przewodniczył Zbigniew Izdebski. Warto wiedzieć, że ten seksuolog i pedagog, traktowany przez lewicowe media jako autorytet, jest postacią o szemranych powiązaniach. Głoszone przez niego hasła wzbudzają sprzeciw rodziców zastroskanych o normalny, zdrowy rozwój swoich dzieci. Podobnie jak treści, które mają być według niego serwowane najmłodszym w szkole. To właśnie z powodu tych treści zdecydowana większość Polaków zdecydowała się złożyć w szkołach rezygnację z edukacji zdrowotnej.

Dlaczego tak kontrowersyjna postać została powołana przez premiera do stworzenia programu przedmiotu dotyczącego m.in. seksualności? Który to przedmiot – przypomnijmy – według zapowiedzi minister zdrowia będzie od przyszłego roku szkolnego obowiązkowy!
Kim jest Zbigniew Izdebski?
Zbigniew Izdebski to polski pedagog, seksuolog, nauczyciel akademicki i badacz zajmujący się tematyką seksualności człowieka oraz „edukacji” seksualnej dzieci i młodzieży. Głoszone przez niego poglądy wzbudzają wiele słusznych obaw rodziców, zwłaszcza w kontekście przedwczesnej seksualizacji dzieci. Niepokój budzi też kwestia jego zawodowych kontaktów: mało kto wie, że badacz ten uczył się od prof. Andrzeja Jaczewskiego, zupełnie jawnie głoszącego tezę, że kontakty seksualne osób dorosłych z dziećmi to nic złego (!). Zbigniew Izdebski otrzymał też medal za „specjalne zasługi” od instytucji założonej przez Helmuta Kentlera, autora przerażającego eksperymentu, w ramach którego przez dziesięciolecia przekazywano dzieci pedofilom.
W ostatnich miesiącach nazwisko Izdebskiego pojawia się w centrum debaty dotyczącej tego, jak powinna wyglądać edukacja seksualna dzieci i młodzieży w polskich szkołach. Edukacja zdrowotna, której program tworzył zarządzany przez Izdebskiego zespół, była na szczęście nieobowiązkowa. Chodzi na nią tylko około 30% uczniów. Ministerstwo Edukacji nie przestaje jednak snuć planów, by przedmiot ten uczynić obowiązkowym. Pojawił się też pomysł, by treści dotyczące seksualności, które będą usunięte z programu edukacji zdrowotnej, krok po kroku potem do niego przywrócić.
Zbigniew Izdebski: kontrowersje, a raczej niebezpieczne powiązania
Profesor Andrzej Jaczewski, którego Zbigniew Izdebski nazywa swym mistrzem i przyjacielem, głosi publicznie poglądy, iż kontakty seksualne między osobą dorosłą a dzieckiem powyżej 9. roku życia nie powinny podlegać karze, o ile występują za zgodą nieletniego. W jednym z wywiadów oświadczył też, że „Pedofile często są dobrymi wychowawcami” o ile z dziećmi nie „kopulują” i „byłoby rzeczą złą, gdyby ich eliminować, bo oni nic złego nie robią”(!). A chodzenie nad rzekę, gdzie kąpią się dzieci, i robienie im ukradkowych zdjęć nazwał zaledwie „nietaktem”. Te niewiarygodne stwierdzenia naprawdę padły, i ich autor nie poniósł za nie żadnej odpowiedzialności. A Zbigniew Izdebski, najbardziej chyba popularny i ceniony polski seksuolog, nie tylko się od nich nie odżegnuje, ale publicznie nazywa prof. Jaczewskiego swym mentorem i przyjacielem, wraz z nim napisał kilka książek i prowadził poradnię. Powiesił też jego zdjęcie w swoim gabinecie, aby przypominało mu „drogę, jaką przeszedł w swej naukowej karierze”.
Od 2010 roku Zbigniew Izdebski jest stałym współpracownikiem Kinsey Institute, organizacji założonej przez Alfreda Kinsey’a. Izdebski nazywany bywa nawet „polskim Kinseyem” ze względu na podobną tematykę i skalę badań. A kim był Alfred Kinsey? Przypomnijmy. Ten amerykański badacz ludzkiej seksualności zasłynął przerażającą tezą, że dzieci są „istotami seksualnymi” już od urodzenia. Współorganizował odrażające, pedofilskie eksperymenty na dzieciach, by to udowodnić. Prace Kinsey’a, przedstawiające rzekomą prawdę na temat męskiej i kobiecej seksualności, które stały się podwaliną dla tzw. rewolucji seksualnej, były w dużej mierze zafałszowane. Wszystko dlatego, że dane do nich zbierano m.in. wśród więźniów skazanych za przestępstwa seksualne, homoseksualistów i prostytutek.
W 2024 roku prof. Izdebski otrzymał Medal Magnusa Hirschfelda, przyznawany przez Niemieckie Towarzystwo Społeczno-Naukowych Badań nad Seksualnością. Jednym z prezesów tej organizacji był Helmut Kentler, koordynator zakrojonego na olbrzymią skalę, strasznego eksperymentu, w ramach którego przez dziesięciolecia przekazywano bezdomne dzieci „w opiekę” pedofilom.
Poglądy Zbigniewa Izdebskiego na edukację seksualną
Znany seksuolog twierdzi, że dzieci powinny otrzymywać wiedzę dotyczącą zdrowia seksualnego już na wczesnym etapie dojrzewania, a ponieważ większość rodziców nie ma według niego wystarczającej wiedzy o tzw. zdrowiu seksualnym, musi robić to szkoła. A przecież kwestie związane z seksualnością powinny być omawiane przede wszystkim w rodzinie, zgodnie z wartościami wyznawanymi przez rodziców! Nie jest też prawdą twierdzenie Zbigniewa Izdebskiego, że wiedza przekazywana na tego typu przedmiotach nie powoduje wcześniejszej inicjacji seksualnej. Przeczą mu przykłady z krajów zachodnich, w których edukacji seksualna według standardów WHO prowadzona jest już od lat.
Dzieci, które słyszą o kwestiach, na które nie są gotowe, eksperymentują. Znane są nawet przypadki gwałtów w szkolnych toaletach – gdy chłopcy chcieli od razu spróbować tego, o czym chwilę wcześniej słyszeli na lekcji. Poza tym wizja seksualności, która jest przekazywana na zajęciach przesiąkniętych wpływami środowisk LGBT, jest wypaczona i zwyczajnie zakłamana.
W 2024 roku Zbigniew Izdebski był jednym ze współprowadzących badania wśród młodzieży ponadgimnazjalnej, w ramach których uczniowie mieli odpowiadać na absolutnie niewłaściwe pytania. W ankiecie pytano nastolatki m.in. o to, czy świadczyły płatne usługi seksualne. A także o rodzaje oglądanej pornografii i czy zdecydowałyby się na stosunek seksualny z dzieckiem, o ile nikt by się o tym nie dowiedział (!).
Czemu służy powołanie badacza o tak mrocznych powiązaniach i niewłaściwych poglądach na przewodniczącego zespołu tworzącego program szkolnego przedmiotu? Można się tego tylko domyślać. Człowiek, który jawnie współpracuje z osobami popierającymi pedofilię i nie widzi nic złego w pytaniu uczniów o patologiczne zachowania, ma uczyć polskie dzieci o seksualności. I nazywa się to edukacją „zdrowotną” , z której w dodatku nie będzie można wypisać ucznia! Rodzice będą musieli teraz szukać sposobów, by chronić swoje dzieci.
Tekst: red.




