Aborcja z powodu mdłości

Zabiła dziecko z powodu mdłości

W programie Woman’s Hour w Radiu BBC 4 można było niedawno usłyszeć rozmowę z kobietą, która zabiła swoje dziecko, gdyż ekstremalnie silne mdłości ciążowe (NWC, niepowściągliwe wymioty ciężarnych) uniemożliwiały jej podejmowanie niezbędnych czynności i opiekę nad starszym dzieckiem. Twierdzi, że bardzo chciała urodzić, a na aborcję poszła, gdyż nie miała dostępu do leku stosowanego w podobnych przypadkach. Nie umożliwiono jej też skorzystania z innych form pomocy.

Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla zabicia niewinnego dziecka w łonie matki! Ta chora sytuacja obrazuje, jakie priorytety ma brytyjska służba zdrowia. Aborcja dostępna jest na zawołanie dla każdego. Ale już zdobycie leków w przypadku komplikacji ciążowych graniczy z cudem. System doprowadza kobiety do ostateczności, a potem prowadzi na aborcję, zamiast zapewnić im realną pomoc! Normalizuje zbrodnię zamiast leczenia. 

NWC – więcej niż poranne mdłości

Niepowściągliwe wymioty ciężarnych (NWC) to przypadłość, która dotyka około 1-3% kobiet w stanie błogosławionym. Objawia się silnymi i częstymi wymiotami, które nie przemijają po pierwszym trymestrze, lecz trwają praktycznie aż do dnia porodu.

NWC prowadzi w wielu przypadkach do ciężkiego niedożywienia i odwodnienia. Kobiety uskarżające się na ekstremalne mdłości muszą nawet czasem być hospitalizowane i nawadniane dożylnie. NWC nie zagraża jednak życiu matki, o ile zostanie jej udzielona odpowiednia – i nieskomplikowana – pomoc.

W przypadku tego schorzenia niezwykle ważne jest otoczenie ciężarną odpowiednią opieką i troską. Powinna ona dostać leki, które polepszą jej stan. A jeśli to konieczne, kobieta musi mieć możliwość pobytu w szpitalu.

Proponowanie matce z NWC, aby zabiła swoje dziecko, by poczuć się lepiej – zamiast zapewnienia jej prawdziwej pomocy – to po prostu barbarzyństwo. A jednak taka sytuacja miała miejsce. I z pewnością nie jest to jedyny taki przypadek! W Walii coraz głośniej mówi się o problemach w dostępie do leków przeciwwymiotnych dla ciężarnych. W kraju, gdzie stawia się na aborcję, jakość opieki w trakcie ciąży po prostu radykalnie spada. 

Ciągłe nudności, znikąd pomocy

Sarah Spooner z miasta Monmouthshire już w pierwszej ciąży cierpiała na silne mdłości. Wymiotowała nawet kilkanaście-kilkadziesiąt razy na dobę i bardzo schudła. Gdy dowiedziała się, że znów spodziewa się dziecka, miała nadzieję, że doświadczenia z pierwszej ciąży pomogą jej w przetrwaniu trudnych chwil. Okazało się jednak, że jest jeszcze gorzej.

Stan kobiety był zły. „Nie możesz utrzymać wody w żołądku, czujesz zmęczenie, ponieważ nie jesz od wielu dni, boli cię głowa i tracisz na wadze.” – tak opisywała swoje samopoczucie Sarah w rozmowie z BBC. Doszło do tego, że wracający do domu mąż znajdował kobietę leżącą na podłodze i niezdolną do tego, by się ruszyć. Powagę tej sytuacji pogłębiał jeszcze fakt, że Sarah miała już starszą, dwuletnią córeczkę, która przecież wymagała opieki.

Sarah próbowała uzyskać od lekarzy receptę na lek Xonvea, który jako jedyny pomagał jej opanować wymioty. Okazało się jednak, że jest on praktycznie niedostępny w Walii. Jedynym sposobem, aby go zdobyć, były wyprawy do oddalonego o ponad 100 mil (około 160 kilometrów) rejonu kraju. W dodatku trzeba byłoby jechać tam co dwa tygodnie, gdyż tylko na taki okres lekarz mógł wystawić receptę. A kobieta czuła się coraz gorzej i takie podróże były dla niej niewyobrażalne.

Gdy w dziewiątym tygodniu od poczęcia dziecka doznała poważnej infekcji oka, lekarz w szpitalu stwierdził, że jej organizm „nie radzi sobie z ciążą”. Sarah umówiła się na aborcję. Wkrótce dziecko już nie żyło. Dziś kobieta mówi o „najgorszej decyzji, jaką podjęła” i apeluje o szerszy dostęp do leków przeciw mdłościom dla ciężarnych w Walii.

Co w tej sprawie robił mąż, rodzina, służba zdrowia?

Nie wolno zabijać dzieci. Złe samopoczucie matki to powód, by jej pomóc, tak by i ona, i maluch mieli się możliwie dobrze. A nie robić aborcję! Kto jest winny tej tragedii?

Czy sama kobieta powinna była włożyć większy wysiłek w to, by przetrwać tych ciężkich dziewięć miesięcy, wymyślić inne rozwiązanie – np. dłuższy wyjazd za granicę? A może gdyby jej mąż bardziej zaangażował się w opiekę nad starszą córką, lub gdyby ich dzieckiem zajął się ktoś inny z rodziny, ta matka nie podjęłaby aż tak strasznego kroku? Tego nie wiemy. Wiadomo jednak, że system ochrony zdrowia, w którym ważniejszy jest powszechny i legalny dostęp do aborcji, niż opieka nad kobietami w ciąży, to olbrzymi skandal.

Prawie co trzecia ciąża w Anglii i Walii kończy się aborcją. Zabijanie dzieci jest tam w pełni legalne, a w dodatku finansowane z budżetu państwa – aż do 24 tygodnia ciąży. Także później w niektórych przypadkach (np. gdy dziecko jest chore) wykonuje się aborcję. A zgodnie z niedawno przegłosowanymi w brytyjskim parlamencie zmianami kobieta, która zabije własne dziecko, nie ponosi żadnej odpowiedzialności. De facto w Wielkiej Brytanii dostępna jest więc aborcja na życzenie. Do samego dnia porodu! A dostęp do właściwej opieki w ciąży? Jak widać, pozostawia wiele do życzenia.

Sarah była przecież w szpitalu. Jak lekarz mógł oświadczyć, że jej ciało nie radzi sobie z ciążą i nie zaproponować kobiecie pomocy? Gdyby trafiła ona na oddział patologii ciąży, zamiast do kliniki aborcyjnej, ta historia skończyłaby się zapewne całkowicie inaczej.

Księżna Kate też cierpiała na NWC. Ale miała świetną opiekę

Brytyjską opinię publiczną informowano, że we wszystkich trzech ciążach księżna Kate Middleton zmagała się z opisywaną chorobą. Jednak żonie następcy brytyjskiego tronu z pewnością nikt nie sugerował z tego powodu aborcji. Z jej kalendarza usunięto zwykłe obowiązki i spotkania, podawano jej wszelkie potrzebne leki, była też hospitalizowana. Jako dobrze sytuowana osoba z pewnością nie narzekała na ogrom obowiązków domowych i konieczność samotnej opieki nad starszymi pociechami, gdy dokuczało jej złe samopoczucie. Dzieci Kate i Wiliama, royal babies”, były traktowane tak, jak powinny być traktowane wszystkie dzieci: właśnie jak dzieci! A nie płody do usunięcia. Szkoda, że na to samo nie mogą liczyć zwykli mali obywatele Wielkiej Brytanii.

Zwykle słyszymy od zwolenników aborcji, że powinna być wykonywana w naprawdę wyjątkowych przypadkach i w tych właśnie przypadkach potrzebna jest jej legalność. Jak widać, wystarczy dopuścić aborcję, aby stała się ona (fałszywym) remedium na każdą trudną sytuację. W tym wypadku – na wymioty. Skandal!

Tekst: Anna Nowak


Sprawdź podobne wpisy

RatujŻycie.pl

Wykorzystujemy ciasteczka do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie.

Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług.

Informacja o tym, w jaki sposób Google przetwarza dane, znajdują się tutaj.