Brytyjska Izba Lordów przegłosowała zmianę przepisów dotyczących zabijania dzieci nienarodzonych. Jeśli król Karol III podpisze zatwierdzoną przez lordów ustawę, już wkrótce kobiety dokonujące aborcji w warunkach domowych nie poniosą żadnej odpowiedzialności. Nawet jeśli zabiją malucha nielegalnymi środkami w dziewiątym miesiącu ciąży! Takie regulacje to nic innego, jak oficjalne zezwolenie na makabryczną zbrodnię. I narażenie na śmierć nie tylko dzieci, ale i ich matek.

W Wielkiej Brytanii już teraz co trzecie poczęcie kończy się aborcją. To jednak najwyraźniej dla ustawodawców za mało. Większość parlamentarzystów odpowiedziała się właśnie za całkowitym bezprawiem w kwestii zabijania dzieci przez własnych rodziców. Jest to dla nas ważne ostrzeżenie, aby zachować czujność, gdyż tego samego prawa chcą środowiska proaborcyjne w Polsce.
Dzieciobójstwo ma być bezkarne. Ale tylko dla matek
Brytyjscy lordowie stosunkiem głosów 185 do 148 przegłosowali dekryminalizację aborcji dla kobiet przez całą ciążę. Odrzucili też projekt przywrócenia wymogu osobistej wizyty u lekarza przed zamówieniem tabletek aborcyjnych. Wymóg ten był zniesiony w czasie tzw. pandemii w 2020 r. Od tego czasu środki do zabicia dziecka można zamówić w ramach tzw. telekonsultacji – przez telefon lub internet.
W czerwcu 2025 r. propozycję zniesienia kar dla kobiet zabijających swe nienarodzone dzieci poparła już brytyjska Izba Gmin. Teraz projekt czeka już tylko na zgodę króla. Nowe ustawodawstwo zacznie obowiązywać prawdopodobnie już w połowie kwietnia 2026 roku.
Co ciekawe, prawo pozostaje niezmienne w kwestii odpowiedzialności lekarskiej i pomocnictwa w aborcji. Medyk, który zabije dziecko po 24. tygodniu życia płodowego, musi więc spodziewać się konsekwencji, podobnie jak osoba, która dostarczyła ciężarnej środki poronne. Ale sama kobieta, która zleciła zabójstwo malucha, nie może zostać ukarana.
Takie prawodawstwo wydaje się być wręcz zachętą do późnych aborcji przeprowadzanych na własną rękę – a te stanowią prawdziwy horror i są zwyczajnie niebezpieczne, gdyż substancje służące do aborcji farmakologicznej, szczególnie przyjęte po 12. tygodniu ciąży, mogą doprowadzić do śmierci nie tylko dziecka, ale i jego mamy.
Śmiertelne niebezpieczeństwo
Skoro tabletki wywołujące śmierć dziecka można w Wielkiej Brytanii zamówić w ramach zdalnej konsultacji, lekarz nie ma możliwości oceny zaawansowania ciąży. Może więc zdarzyć się tak, że kobieta będąca w drugim lub trzecim trymestrze ciąży, a nawet tuż przed rozwiązaniem, powie przez telefon, że jest np. w 9 tygodniu. I otrzyma receptę na środek poronny. Zginie wówczas maluch, który mógłby już żyć poza organizmem matki. Tymczasem nawet WHO, które twierdzi, że aborcja farmakologiczna jest do 12. tygodnia ciąży „bezpieczną” metodą zabicia dziecka, odradza stosowanie jej później, gdyż może ona wiązać się z poważnymi komplikacjami, takimi jak krwotok czy nawet śmiertelna sepsa. Nie wspominając już nawet o traumie związanej z krwawą zbrodnią na własnym dziecku.
Przegłosowana propozycja zmian nie jest więc z pewnością, jak próbują przekonywać środowiska proaborcyjne, działaniem na rzecz praw kobiet ani znacznikiem postępu. Wręcz przeciwnie!
ADT też chce dekryminalizacji aborcji
I mówi o tym wprost. W oświadczeniu wystosowanym przez aktywistki Aborcyjnego Dream Teamu we współpracy z innymi organizacjami proaborcyjnymi można przeczytać takie słowa: Zasługujemy na pełną dekryminalizację aborcji. Zasługują na nią również osoby w ciąży powyżej 12. tygodnia ciąży (…). To właśnie im dekryminalizacja aborcji jest najpilniej potrzebna.
Zwolenniczki aborcji chcą więc narazić na straszną śmierć także polskie dzieci i ich matki. Musimy zrobić wszystko, by podobne, skandaliczne pomysły nigdy nie weszły w życie.
Tekst: Anna Nowak




