Uniwersytet Springfield College w stanie Massachusetts relegował jedną ze swoich studentek po tym, jak podczas odbywania stażu nie zgodziła się obserwować aborcji. Chodziło o zabicie dziecka w drugim trymestrze ciąży okrutną metodą D&E, polegająca na rozrywaniu ciała malucha na kawałki i wydobyciu ich z macicy matki za pomocą narzędzi chirurgicznych. Studentka pozwała uczelnię. Domaga się 500 000 zł zadośćuczynienia.
Zmuszona patrzeć na zabójstwo
Alina Thopurathu miała świetne wyniki w nauce. Starała się o posadę lekarza, wobec czego musiała odbyć staż zawodowy. Okazało się, że podczas zajęć musi wziąć udział w aborcji dziecka w drugim trymestrze – miała uczestniczyć w niej jako obserwatorka. Alina stanowczo się temu sprzeciwiła, powołując się na swoje przekonania pro-life. Jednak została zmuszona do wzięcia udziału w zabijaniu dziecka, co spowodowało u niej bardzo silny stres.
I nic dziwnego: można się tylko domyślać, co czuje osoba zmuszona do patrzenia, jak zabijany jest niewinny maleńki człowiek. I to w dodatku tak okrutną metodą aborcji. W pisemnej ocenie obserwacji Alina napisała:
„Byłam bardzo przytłoczona tym doświadczeniem. Bałam się jednak odezwać, bo nie chciałam wywołać sceny. Uważam, że w przyszłości studenci powinni być pytani, czy czują się komfortowo oglądając zabieg D&E, zamiast być przydzielani do zabiegu bez informacji o pacjencie”.
Springfield College prześladuje obrońców życia
Władze uczelni nie darowały studentce takiej postawy. W obliczu sprzeciwu wobec udziału w aborcji, rozpoczął się atak na bardzo dobre wyniki, jakie dziewczyna osiągnęła w nauce. Staż, który odbywała, nie został zaliczony, pomimo dobrej oceny końcowej. Została skierowana na drugi, który skończyła ze znacznie gorszymi ocenami, finalnie go nie zaliczając.
Administracja uniwersytetu zaleciła jej wzięcie urlopu w celu uspokojenia nerwów, lecz Thopurathu dostała go stanowczo zbyt mało. Wspomina, że podczas spotkania z władzami uczelni naciskano na nią, by podpisała dokumenty, z których by wynikało, że oblała staż z oceną „nieukończony”. Ostatecznie studentka została wydalona z czelni za złe wyniki w nauce.
Zepsuta uczelnia w zepsutym stanie
Alina Thopurathu złożyła pozew przeciwko uniwersytetowi na pół miliona dolarów. Poza zadośćuczynieniem ma to pokryć koszta czesnego. Należy się jej szacunek za to, że nie schowała głowy w piasek, tylko sprzeciwiła się ludziom, którzy chcą koniecznie uczyć młodych lekarzy, jak zabijać dzieci.
Ale czego innego można się spodziewać po Massachusetts, gdzie obrońca życia i zdrowej tożsamości seksualnej to wróg publiczny numer jeden? Władze tego stanu wydały w końcu milion dolarów na poszukiwania przypadków naruszeń prawa przez środowiska pro-life: na próżno. Szkoda, że z podobnym zaangażowaniem nie szukają pedofilów wśród liderów LGBT, bo z pewnością znaleźliby ich całkiem sporo.
Może kiedy Springfield College zbiednieje o 500 000 dolarów, dotrze do niektórych, że wciskanie ludziom na siłę proaborcyjnych ideałów nie popłaca.
Tekst: Mikołaj Brzyski




