Mifepriston: tabletki aborcyjne wysyłane pocztą

USA decydują ws. wysyłania mifepristonu. Tymczasem w Polsce powstał „abortomat”

W Stanach Zjednoczonych toczy się właśnie batalia prawna dotycząca wysyłania tabletek aborcyjnych pocztą. Lekarze zaskarżyli przepisy umożliwiające ten proceder do Sądu Najwyższego. Podobne działania podjęły władze części amerykańskich stanów, m.in. Luizjany.

A w Polsce? Działaczki ADT robią właśnie raban na cały kraj z powodu nowo otworzonego automatu do zakupu tabletek aborcyjnych. Który jest jawną próbą obejścia przepisów i zwiększenia zysków z aborcji – kosztem życia dzieci, a także kosztem ich matek.

Chcesz zabić dziecko? Tylko zadzwoń

Do 2020 r. Amerykanki chcące zabić swoje nienarodzone dzieci mifepristonem musiały udać się na wizytę stacjonarną u lekarza. Jednak w czasach histerii wywołanej psudopandemią zniesiono ten wymóg: od tego momentu w stanach, które nie zakazują aborcji, matki mogą zamówić środki poronne podczas krótkiej, zdalnej konsultacji. Rozmowa wideo, telefon lub chwila spędzona na internetowym czacie – tylko tyle potrzeba, żeby dostać środek do zabicia dziecka!

Badania pokazują, że mifepriston nie tylko zabija dzieci, ale i poważnie zagraża ich matkom. Kobiety, które biorą tę substancję na własną rękę, sporo ryzykują. Aż 11% matek, które zabijają dzieci tabletkami, sama doświadcza poważnych powikłań. Skutki uboczne użycia mifepristonu obejmują krwotoki, wysoką gorączkę, skurcze, a czasem też poważne infekcje, włącznie ze śmiertelną sepsą. Czasem potrzebna jest operacja – i wtedy lekarze, którzy nie chcą uczestniczyć w zabijaniu dzieci, są zmuszeni do dokończenia aborcji.

USA. Walka o życie dzieci i kobiet

Pod koniec 2022 roku organizacja koalicyjna Alliance for Hippocratic Medicine (Sojusz na rzecz Medycyny Hipokratesa) złożył pozew przeciw amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA). Zrzeszeni w koalicji lekarze podkreślili, że zniesienie przez FDA wymogu osobistej wizyty u lekarza przed aborcją farmakologiczną naraża kobiety na niebezpieczeństwo i nakłada na medyków konieczność przyczyniania się do uśmiercania nienarodzonych dzieci – gdy niedokończona aborcja stanowi zagrożenie dla pacjentek.

W czerwcu 2024 roku amerykański Sąd Najwyższy odrzucił ten pozew. Inicjatywę przejęły wówczas władze części stanów, m.in. Luizjany, Kansas, Missouri i Idaho, które dążą do unieważnienia decyzji Agencji Żywności i Leków (FDA), która rozszczelnia zasady wydawania mifepristonu. 7 października FDA musi złożyć raport o bezpieczeństwie tej substancji i sposobach jej dystrybucji – nakazał to agencji sąd federalny w Luizjanie.

W Polsce „abortomat”

Podczas gdy amerykańscy lekarze i władze stanowe walczą o zakaz wysyłania pigułek aborcyjnych pocztą, polskie feministki chwalą się epokowym osiągnięciem: stworzeniem automatu do zabijania dzieci pigułkami. „Abortomat” służy do zamawiania substancji poronnych – w tym mifepristonu – bez żadnej konsultacji lekarskiej. To pójście jeszcze krok dalej, niż amerykańskie AFD: zachęcenie kobiet do całkowitej samowoli w zakresie zabijania własnych dzieci. I całkowite ignorowanie ich zdrowia, powikłań, na jakie są narażone, stresu, a także fizycznego i psychicznego bólu, z którym będą musiały sobie radzić. A przede wszystkim pomijanie faktu, że w wyniku każdej aborcji mordowane jest dziecko.

„Abortomat” ma jednak jeszcze inne, ukryte cele. To próba obejścia prawa, by działaczki ADT nie odpowiadały za pomocnictwo w aborcji. A także pomysł na jeszcze większe zarobki. Kod do otwarcia „abortomatu” kosztuje kilkaset złotych.

Oby zarówno agencja, która promuje morderczą dla dzieci i ich matek substancję, jak i aborcjonistki, wkładające ją kobietom do „abortomatu”, poniosły zasłużoną odpowiedzialność. I przestały w końcu szkodzić!

Tekst: Anna Nowak


Sprawdź podobne wpisy

RatujŻycie.pl

Wykorzystujemy ciasteczka do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie.

Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług.

Informacja o tym, w jaki sposób Google przetwarza dane, znajdują się tutaj.