Podczas walki w ramach dyscypliny MMA (Mixed Martial Arts – mieszane sztuki walki) mężczyzna, który przerobił się na kobietę o imieniu Alana McLaughlin, po zaledwie trzech minutach pokonał prawdziwą kobietę, Celine Provost. O mało jej przy okazji nie udusił. Był to jego debiut w MMA, a tak miażdżące zwycięstwo odniósł nad zawodniczką z 10-letnim doświadczeniem.

Zanim transseksualista postanowił rozpocząć nierówną rywalizację sportową z kobietami, służył w wojsku.
Od armii do bicia kobiet
McLaughlin wcześniej nazywał się Ryan. Urodził się w 1983 roku w USA. Wstąpił do amerykańskiej armii, gdzie służył jako medyk. W 2016 roku postanowił okaleczyć swoje ciało i przerobić się na „kobietę”. Zapisujemy to tak, w cudzysłowie, żeby nie urazić godności prawdziwych kobiet, stawiając je na równi z każdym „kobieto-podobnym” transseksualistą.
Tak przerobiony jegomość postanowił porzucić mundur wojskowy (i słusznie), a następnie przebranżowić się na zawodnika MMA w walce z kobietami. Tak więc facet po przeróbkach miał stawać na ringu z naturalnymi, prawdziwymi przedstawicielkami płci pięknej.
10 września 2021 roku McLaughlin zadebiutował w Combate Global. W debiutanckiej walce po zaledwie trzech minutach pokonał Celine Provost poprzez duszenie zza pleców. Duszenie na tyle skuteczne, że mało jej nie zabił.
Trans-parodia
Kibice obserwujący walkę nie kryli oburzenia. Domagali się usunięcia McLaughlin z zawodów, wskazując na jawną przewagę transseksualisty, przez co walka była po prostu nierówna. To tak, jakby sprinter ścigał się na czas z dziećmi. Wynik będzie z góry wiadomy. Zresztą co innego pokonać rywala, a co innego prawie go zabić! MMA jest znane z brutalności. No taki sport. Ale ostra walka dwóch równych sobie przeciwników to walka uczciwa. Provost niestety nie miała szans na uczciwy pojedynek. Po skończonej walce McLaughlin założył koszulkę z napisem Koniec z ludobójstwem osób transseksualnych. No tak, społeczność LGBT wszędzie musi wciskać kit o byciu prześladowanym, nawet gdy przed chwilą o mało nie zadusi się człowieka.
Po licznych uwagach ze strony kibiców McLaughlin opublikował post, w którym się tłumaczy, że walka była równa, bo sam dostał łomot od Provost, więc wszyscy niesłusznie się czepiają i oczywiście są transfobami (no jakby inaczej). Typowe LGBT. Wszyscy przeciwko nam.
Jaki jest sens organizować takie zawody? Wpychanie w sport (i wszędzie indziej) ideologii LGBT robi z wydarzenia parodię sportu i uczciwych zawodów. Takie zawodniczki, jak Celine Provost lub nasza polska medalistka Julia Szeremeta wkładają w sport całe serce, latami ciężko trenują, a finalnie trafiają na faceta, który uważa się za kobietę. To nie jest silniejszy przeciwnik. To nieuczciwy przeciwnik. Cały wysiłek tych dziewczyn idzie na marne przez faceta, który chce się bić z kobietami w imię tolerancji.
Może na następnych zawodach niech wszyscy trans zawodnicy od razu staną na podium? Bo przecież tolerancja tego wymaga!
Tekst: Mikołaj Brzyski




