Szkoła Cheslyn Hay Academy w Wielkiej Brytanii zatrudnia mężczyznę, który ma ewidentnie problem z określeniem swojej płciowości. Ubiera się jak kobieta: nosi szpilki i damskie torebki. W dodatku nauczyciel wymusza na dzieciach tolerowanie jego schorzenia i zwracanie się do niego tzw. neutralnym zaimkiem „Mix”, zamiast zwykłego „proszę pana”. Jeśli tego nie robią, muszą obowiązkowo uczestniczyć w specjalnych pseudotęczowych zajęciach. I grozi im wpis do akt!
Co robią władze szkoły? Nie tylko to tolerują zachowanie nauczyciela, ale wręcz je wspierają!
„Mix” zamiast „Proszę pana” – obowiązkowa trans-tresura
Dzieci w Cheslyn Hay Academy nie mają łatwo. Najpierw uczą się matematyki, a na niej logicznego myślenia. Uczą się biologii, która mówi o anatomii człowieka. Potem lekcje języka angielskiego, poprawna wymowa i odpowiednie formy. A potem? Potem idą na zajęcia do mężczyzny w peruce, ubranego jak ulicznica, który każe im mówić do siebie nie „Mr” albo „Sir” (pol. „Proszę pana”), ale „Mix”. Gdzie logika? Gdzie poprawna wymowa?
Szkoła, zamiast kształcić dziecięce umysły, robi im wodę z mózgu. To tak, jakby dentysta nagle zaczął dawać pacjentom wielkie tabliczki czekolady tuż po borowaniu i kazał natychmiast je jeść. Lepiej omijać takiego dentystę i taką szkołę szerokim łukiem!
Nauczyciel umywa ręce. I poprawia spódniczkę
O wszystkim dowiedział się dziennikarz Tommy Robinson, z którym skontaktowali się zaniepokojeni rodzice uczniów. Według matek i ojców, dzieci, które nie zwracają się do trans nauczyciela w narzucany przez niego sposób, kierowane są na obowiązkowe zajęcia ze znajomości „zasad” LGBT, organizowane przez szkołę podczas lekcji. Takie obowiązkowe pseudotęczowe korepetycje.
Robinson postanowił osobiście skonfrontować się z nauczycielem, panem Mundi. Jednak ten, chociaż tak odważnie stawia wymagania swoim uczniom i nie waha się kierować uczniów na obowiązkowe dewianckie zajęcia wyrównawcze, nagle stracił animusz i nie był tak skory do robienia dziennikarzowi wykładów o swoich zaimkach, jak robi to w szkolnej klasie.
Między panami wywiązała się następująca rozmowa:
Tommy Robinson: „Panie Mundi, czy mogę zadać panu kilka pytań? Czy uważa pan za słuszne, że dzieci są wysyłane na kursy indoktrynacyjne, bo nie używają wobec pana 'właściwych’ zaimków?”
Nauczyciel: „Nie jestem osobą, z którą powinien pan o tym rozmawiać.”
Tommy Robinson: „Ale to pan wymaga od tych dzieci, by zwracały się do pana 'mix’. Czy to w porządku, że dzieci mają kłopoty i są wyciągane z klas?”
Nauczyciel: „Wszelkie kwestie dotyczące szkoły musi pan kierować do szkoły. Ja nie egzekwuję żadnej polityki, nie ja ją ustalam”
Tommy Robinson: „Zaimki pana/pani/it/mix… czy uważa pan, że to w porządku wobec dzieci? Co w ogóle oznacza 'Mix’?”
Nauczyciel: „Bez komentarza. Proszę, bez komentarza.”
No proszę. Trzeba przyznać, że jak na kogoś, kto wymaga od dzieci stosowania się do swojego bzdurnego wymysłu, pan Mundi nagle stał się dość mało przekonującą osobą. Czy należy poważnie traktować kogoś, kto najpierw robi zamęt, a potem boi się brać za to odpowiedzialność? Pytania należy kierować do szkoły. I na pewno te pytania padną.
Trzeba chronić dzieci, nie uczucia dewiantów
Zdarzenia w Cheslyn Hay to nie jest odosobniony przypadek. To szerszy problem indoktrynacji, która w Wielkiej Brytanii zaczyna się już u 5- i 6-latków. Szkoła, zamiast być bezpiecznym miejscem nauki, staje się narzędziem w rękach ideologów LGBT. Zamiast stawać w obronie dzieci, placówka woli chronić uczucia dorosłego mężczyzny, który ma problem z własną tożsamością. Rodzice są przerażeni. Ich dzieci wpadają w kłopoty, mają wpisywane „incydenty nienawiści” do akt. A wszystko przez człowieka, który powinien trafić na badania psychiatryczne, a nie do pokoju nauczycielskiego!
Musimy zrobić wszystko, żeby podobne incydenty nie zdarzały się w Polsce. Przede wszystkim konsekwentnie odmawiając uczestnictwa dzieci w zajęciach pseudotęczowej edukacji. I reagując od razu, gdy pojawia się pomysł tzw. tęczowych piątków czy innych form wsparcia dewiacji.
Tekst: Mikołaj Brzyski




