Szczyrk to kolejne miasto na południu Polski, do którego postanowili udać się obrońcy życia. Początek pikiety był mocny – wolontariusze fundacji zobaczyli, że w kwestii uświadamiania ludzi co do prawdy o aborcji jest jeszcze wiele do zrobienia.
Piątek, godzina 16. Obrońcy życia rozpoczęli swoją akcję. Stanęli z plakatem przy głównej drodze w Szczyrku. Ledwo to uczynili, podeszła do nich wzburzona kobieta. – Czy moglibyście zwinąć ten plakat i odejść stąd? – pytała. – Ja tu przyjechałam razem z rodziną na wypoczynek, a wy nam serwujecie takie obrazy! To ograniczanie moich praw! Nie życzę sobie tego! – krzyczała. Wolontariusze poinformowali kobietę, że to przestrzeń publiczna i oni mają prawo pikietować. Pytali też, w jaki sposób ograniczają prawa tej pani. Nie uzyskali konkretnej odpowiedzi. – Nie chcę, aby moje dziecko oglądało takie rzeczy. To jest straszne! – mówiła. W odpowiedzi usłyszała, że to prawda – plakat obrazuje straszną rzecz, jaką jest aborcja. A celem pikiety jest uświadomienie ludziom, że to nie zwykły zabieg, ale zabijanie drugiego człowieka. – Ja tu nie mówię teraz o aborcji. Mówię, żebyście stąd poszli – perorowała oburzona kobieta. – To ograniczanie moich praw! Ograniczacie moją wolność!
Zastanawiające jest to, że pokazanie prawdy o aborcji w przestrzeni publicznej to dla niektórych osób ograniczanie ich praw. Jakich? Tego nie wiadomo. Ale pozostaje pytanie: czy te osoby zastanawiały się kiedykolwiek nad prawami tego nienarodzonego dziecka? Nie zauważyły, że aborcja to nie tylko ograniczanie praw nienarodzonego człowieka, ale przede wszystkim zabicie tych praw? Że „wolność wyboru” kobiet, o którą tak krzyczą feministki, to pozbawienie wolności tego dziecka poczętego?
Obrońcy życia po to wychodzą na ulice, po to rozkładają plakat ukazujący dramatyczną prawdę o aborcji, aby poruszyć ludzkie sumienia, aby uświadomić drugiemu człowiekowi, że to dziecko, choć jeszcze nienarodzone, żyje i ma takie same prawa jak ludzie już chodzący po tym świecie.
Dalsza część pikiety przebiegała spokojnie. Obok wolontariuszy przechodzili turyści, mieszkańcy, rodziny. Dwie małe dziewczynki biegały niedaleko, a gdy się zbliżyły, popatrzyły na plakat. – Zobacz, to dziecko jest zakrwawione. Coś mu się stało – starsza z dziewczynek mówiła do swojej siostrzyczki. Obie spokojnie spytały swoich rodziców, czemu to dziecko tak wygląda. Dorośli próbowali swoim córkom to wytłumaczyć.
Inne osoby przechodziły i spoglądały na plakat. Także kierowcy zza kierownicy przypatrywali się przekazowi, jaki towarzyszył wolontariuszom podczas pikiety.
Po godzinie akcja została zakończona. Kolejne działania już niebawem!
Agnieszka Jarczyk
komórka Ustroń