W Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Olsztynie ma się odbyć aborcja na 15-tygodniowym gruzińskim dziecku. Jako powód do aborcji lekarze podają… silne wymioty u matki. Sama matka, pani Lela, nie mówi w ogóle po polsku, jest zdezorientowana, a wokół niej zaroiło się od zwolenników aborcji, którzy naciskają, aby jak najszybciej zabić dziecko.

Co wiemy o planowanej aborcji w Olsztynie?
Sytuacja pani Leli przedstawia się następująco. Kobieta jest Gruzinką, nie zna w ogóle języka polskiego, nie radzi sobie z samodzielną komunikacją z personelem szpitala. Przebywa w Polsce z mężem, który w tej sytuacji nie reprezentuje swojej żony. Upoważnienie do reprezentacji dostał obcy mężczyzna, Polak, pan Paweł, który naciska na aborcję. Mężczyzna wciągnął do sprawy proaborcyjną organizację Federa (latami finansowaną przez biznes aborcyjny).
Aktywiści Federy wspierają WSS w Olsztynie, aby zabić dziecko pani Leli. Piszą do szpitala wnioski, pisma, napuszczają na placówkę zwolenników aborcji, aby wywierali presję.
Otoczenie Leli twierdzi, że ona sama nie chce dziecka – jest to przesłanka do zakazanej w polskim prawie aborcji na życzenie. Lela nie składa też sama deklaracji o chęci aborcji (bariera językowa), mamy tylko relacje osób trzecich, szczególnie pana Pawła.
Lela cierpi na uporczywe wymioty ciężarnych – dolegliwość dość typową dla I i początku II trymestru ciąży. Presja otoczenia na aborcję może być pochodną tego, że po 15. tygodniu ciąży takie wymioty najczęściej mijają lub znacznie się uspokajają. A skoro celem jest zabić dziecko „na wymioty matki”, to trzeba działać szybko.
W międzyczasie doszło do załatwienia kartki od psychiatry – matka poczętego dziecka źle się czuje psychicznie, jest zdezorientowana, sytuacja spowodowała u niej lęk i „zaburzenia adaptacyjne”. Rozpoznanie jest pochodną obecnej specyficznej sytuacji – jego powód to zły stan fizyczny matki, który może ulec poprawie w trakcie leczenia. Zabicie dziecka nie wyleczy zaburzeń matki. Zrealizuje tylko deklarowaną przez pana Pawła i osoby, które pozyskał do współpracy, chęć pozbycia się dziecka – będzie aborcją na życzenie.
Matka i jej poczęte dziecko przebywają w szpitalu od miesiąca. W tym czasie żadne z nich nie umarło, są i mogą być otoczeni opieką do czasu ustania uporczywych wymiotów. Jest to prawidłowy wzorzec leczenia w tej sytuacji.
Jest Darczyńca, który chce pomóc Leli!
Z Fundacją Życie i Rodzina skontaktował się Darczyńca, który chce obdarować Lelę i jej rodzinę, aby nie doszło do aborcji. Oferuje Gruzinom nowo wybudowany i wyposażony dom o powierzchni 110 m2 oraz comiesięczną zapomogę finansową — co najmniej do osiągnięcia pełnoletności przez to nienarodzone dziecko. To szansa na rozpoczęcie nowego życia w dobrych warunkach dla kobiety, jej męża i ich dzieci: wszystkich, także tego jeszcze nienarodzonego.
Propozycja darczyńcy to realna pomoc. W przeciwieństwie do działań organizacji proaborcyjnych, które robią wszystko, by doprowadzić do śmierci dziecka!
Potrzeba teraz rozpowszechniania tej informacji, by dotarła do leżącej w szpitalu kobiety.
Manipulacje aborterów
Sytuacja Leli i jej dziecka jest przedstawiana przez proaborcyjne media i organizacje w sposób zmanipulowany.
Jest także pierwszą w Polsce sytuacją, gdy jako podstawa do zabicia dziecka ma być uznany fakt, że matka wymiotuje. Choć jest to znaczna dolegliwość, to jednak typowa dla okresu ciąży, możliwa do ustabilizowania lekami, które można przyjmować w ciąży, możliwa do opanowania jej niekorzystnych skutków – szczególnie do opanowania w warunkach szpitalnych.
Dziecko pani Leli nie jest niczemu winne. Sama matka jest skołowana, a jej otoczenie wykorzystuje jej trudną sytuację jako imigrantki i osoby z barierą językową, aby zabić dziecko.
W przypadku wykonania tej aborcji Fundacja Życie i Rodzina natychmiast złoży do Prokuratury w Olsztynie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z wnioskiem o wgląd w dokumentację medyczną pacjentki i postawienie zarzutów sprawcy tej aborcji.
Tekst: red.




