Surogacja, czyli tzw. macierzyństwo zastępcze, łączy się nierozerwalnie z procedurą in vitro. A ta to nic innego jak masowa selekcja i aborcja już zagnieżdżonych w macicy maluszków. Lub zabijanie dzieci poczętych na laboratoryjnym szkle jeszcze przed ich zagnieżdżeniem – gdy zostaną uznane za wadliwe lub niepotrzebne.
Związek między surogacją a in vitro
Surogacja w sposób oczywisty łączy się z in vitro. Surogatki, czyli kobiety, które za pieniądze dają się zapłodnić, a potem rodzą dziecko i natychmiast oddają je klientom, poddawane są procedurze sztucznego zapłodnienia. W zależności od wybranego przez klientów wariantu albo wszczepia się do macicy surogatki dziecko poczęte z jej własnej komórki jajowej (wówczas surogatka jest biologiczną matką), albo z komórki jajowej innej kobiety (wtedy tzw. matka zastępcza nosi malucha niespokrewnionego ze sobą).
In vitro to metoda produkcji dzieci w laboratorium, która działa według zasady po trupach do celu. Aby wyprodukować jedno dziecko, zapładnia się kilka komórek jajowych, a potem przeprowadza selekcję powstałych dzieci na etapie preimplantacyjnym. W filmie dokumentalnym wyprodukowanym przez Telewizję Polską „Matki do wynajęcia. Surogatki na Ukrainie”, widać jak specjalista w białym fartuchu ocenia, które zarodki z in vitro są „dobre”, czyli zdrowe, pozbawione wad genetycznych, a które – nie. Chore dzieci się eliminuje, bo nie byłyby dość dobrym produktem… Ta przerażająca selekcja może obejmować także płeć. Jeśli klienci wolą np. mieć dziewczynkę, a nie chłopca i opłacili odpowiedni pakiet, mogą sobie tego zażyczyć.
Co z resztą dzieci? Oficjalnie mają one być zamrażane, jednak jeśli para zamawiająca dziecko nie opłaci przechowywania maluszków w ciekłym azocie, są one utylizowane. Czyli mówiąc wprost, wylewane do zlewu lub wyrzucane do kosza na odpady. Kwestia postępowania z dziećmi z in vitro nie jest zresztą na Ukrainie wystarczająco prawnie uregulowana, są też przypadki, gdy cała procedura surogacji przeprowadzana jest w tzw. szarej strefie. Nikt więc nie wie, ile tak naprawdę dzieci ginie, zanim jedno z nich nie uratuje się z licznych procedur i nie urodzi się dla klientów.
Handel ludzkim życiem
Mówiąc o in vitro, nie sposób pominąć też kwestii aborcji, z którą laboratoryjny rozród jest nierozerwalnie związany. Choć po surogację i sztuczne zapłodnienie sięgają osoby bardzo pragnące potomstwa, najczęściej zmieniają one zdanie, gdy okazuje się, że dziecko nie będzie dokładnie takie, jak sobie wymarzyli. Bo jest ono niepełnosprawne albo chore. I co wtedy? Firmy pośredniczące w usługach surogacji wprost ogłaszają w swojej ofercie, że jeśli dziecko okaże się wadliwe, klienci mogą zażądać od surogatki aborcji.
Bywa też, że klienci chcą aborcji selektywnej, gdy maluchów ma być więcej, niż jeden. Bo wynikiem procedury in vitro bywają ciąże mnogie: dzieje się tak, gdy do macicy matki wszczepia się od razu dwoje albo troje dzieci, by zwiększyć szansę na implantację. A nie wszyscy zamawiający są zadowoleni, że zamiast jednego noworodka dostaną dwa albo trzy…
***
Surogacja jest zła pod każdym względem: oddziela malucha od kobiety, która go urodziła, traktuje dziecko jak towar, produkowany i sprzedawany na zamówienie, a w dodatku łączy się z nieetyczną procedurą sztucznego zapłodnienia, a tym samym – z aborcją. Podpisz petycję o deportację organizatorów targów dzieci z surogacji, która ma się odbyć w dniach 12-13 września w Warszawie.
NIE dla rekrutowania w Polsce klientów na usługi handlu dziećmi, które są w naszym kraju nielegalne!
Tekst: Anna Nowak




