Zdjęcie ilustracyjne
Mała Róża miała urodzić się ciężko chora. Lekarze nie dawali jej najmniejszych szans na normalne życie. Nieustannie namawiali rodziców do zabicia córki. Państwo Wilczyńscy nie ugięli się. Dziś ich córka ma 14 lat, prowadzi aktywne życie i zdobywa medale w pływaniu.
„Stuprocentowa gwarancja”
Izabela i Arkadiusz Wilczyńscy spodziewali się dziecka, córeczki. Podczas badań prenatalnych wykryto, że dziecko cierpi na wytrzewienie jelit oraz artrogrypozę, czyli wadę rąk i nóg – mięśnie kończyn nie rozwijają się i są sztywne. Recepta ginekologa – aborcja.
Rodzice udali się do innego lekarza w nadziei, że może usłyszą lepsze wieści. Jednak było zupełnie odwrotnie. Izabela wspomina, co usłyszała od medyka: Daję Pani stuprocentową gwarancję, pewność, że urodzi Pani ekstremalnie chore dziecko. Ja bym tej ciąży nie kontynuował. I tyle. Żadnych pomysłów na leczenie, żadnego wsparcia. Jedyna opcja – zabić. Nikt nie chciał pomóc małej Róży, nikt nie chciał jej ratować. Dla katów w białych kiltach aborcja była wyjściem. Zabijmy dziecko, żeby nie cierpiało. Możemy je rozerwać na kawałki, rozpuścić w soli lub wywołać u niego zawał serca. Dla jego i waszego dobra.
Po co ratować, skoro można zabić?
Lekarze używali pięknych słów: terminacja, przerywanie ciąży. Nikt nie wspomniał, że chodzi o zabicie już żyjącego dziecka. Używanie tego typu terminologii to popularna metoda wśród aborcjonistów. Nie powiedzą: „zabijanie”. „Terminacja” tak fachowo brzmi, jak jakiś niezbędny zabieg medyczny. A przecież aborcja to nic innego, jak zamordowanie człowieka!
Każde dziecko, nawet najbardziej chore, ma prawo do życia i naturalnej śmierci. Aborcja niczego tu nie rozwiązuje. Nie jest skracaniem męki, ale zwiększa ją ekstremalnie.
Rodzice Róży zdawali sobie z tego sprawę. Dobrze wiedzieli, że „terminacja”, jak to fachowo mówili lekarze, oznacza okrutną śmierć dla ich córki. Lekarzom mówili, że jeśli dziewczynka faktycznie ma nie przeżyć, to umrze naturalną śmiercią, a oni będą przy niej, razem. W odpowiedzi usłyszeli, że to egoistyczne, że narażają rodzinę na cierpienie i trudności. Nikt im nie dawał szans. Lekarze nie chcieli zrozumieć, że dziecko trzeba ratować, a przynajmniej ulżyć mu w cierpieniu, na ile się da. Po prostu chcieli zabić Różę.
Stuprocentowa pomyłka!
Wilczyńscy nie posłuchali lekarzy. Róża przyszła na świat. Owszem, dziewczynka była chora. Jej ręce i nogi były niesprawne. Rodzice zaczęli szukać pomocy dla swojej córki. Znaleźli ją w Prokocimiu. Tam pewien lekarz podjął się opieki nad Różą. Dziecko przeszło kilka operacji, które umożliwiły mu w zasadzie normalne funkcjonowanie.
Dzisiaj Róża ma 14 lat. Zdobywa medale w zawodach pływackich. Jest bardzo aktywna. Dalej potrzebuje wsparcia, ale można śmiało powiedzieć, że ma się dobrze. I to na pewno nie dzięki „lekarzom”, którzy chcieli ją zabić. Rodzice walczyli o życie Róży od samego początku – i wygrali.
Medykom, którzy wolą zabić pacjenta, zamiast o niego walczyć lub zadbać o jego godną śmierć, warto zadać pytanie, co robią w służbie zdrowia? Bo na pewno nie leczą!
Tekst: Mikołaj Brzyski




