Przedszkole Publiczne nr 3 w Brzegu na Opolszczyźnie podarowało swoim podopiecznym prezent w postaci książki pt. „Pięknie się różnimy”. Lektura miała na celu wskazanie maluchom tak ważnych rzeczy, jak wzajemny szacunek, empatia oraz różnorodność. Jednak w książce nie zabrakło wątku o wychowywaniu dzieci przez pary jednopłciowe. Które zostało ukazane jako coś zupełnie normalnego!
„Pięknie się różnimy”. Dwie mamy, dwóch tatusiów
Książeczka była prezentem dla przedszkolaków, zafundowanym przez Radę Rodziców. Intencja może i była piękna – ukazać dzieciom różnorodność, wskazać, że wśród nas są na przykład osoby niepełnosprawne lub o innym odcieniu skóry, które należy traktować z życzliwością. Jednak gdyby było wyłącznie pięknie, nie pisalibyśmy o tym.
Książka „Pięknie się różnimy” pokazuje również, że możemy się różnić w kwestiach modelu rodziny. Dziecko może też mieć „dwie mamy” lub „dwóch ojców”. I co? I to też jest super, to też wymaga tolerancji, to też jest normalne. O to właśnie chodzi. Ta książka w subtelny, lekki sposób wciska najmłodszym, że oboje rodziców tej samej płci jest czymś całkowicie zwyczajnym, tak samo jak to, że np. tata jednego kolegi ma ciemną skórę, a mama koleżanki pochodzi z Azji.
Wychowywanie dzieci przez dwie osoby tej samej płci nie jest normalne. Jest patologią. Przekonywanie przedszkolaków, że jest inaczej, to paskudny sposób oswajania ich z modelem rodziny wg LGBT, czyli modelem wykrzywionym. O to właśnie chodzi tym środowiskom: by jak najwcześniej uczyć młodego człowieka, że rodzinny bubel, który oferuje LGBT, to norma.
W internecie wrzawa, dyrekcja się odcina
Nie wiadomo, czy sam pomysł kupienia dzieciom tej właśnie książki był celowym zabiegiem. Może nikomu nie chciało się wcześniej dokładnie zapoznać z treścią, może rada i dyrekcja po prostu „puściły to dalej”, co ich jednak w żaden sposób nie tłumaczy. Gdy dajesz dziecku prezent edukacyjny, to sprawdzasz wcześniej, z czego dokładnie ten prezent będzie edukował.
Faktem jest, że książeczka wywołała ostre reakcje rodziców. Niestety – podzielone. Część z nich stwierdza, że tego typu materiały absolutnie nie mają prawa trafiać do rąk ich pociech. Mówią wprost, że to jest wciskanie dzieciom pseudotęczowego kitu, na co oni słusznie nie wyrażają zgody. Z kolei druga strona gratuluje przedszkolu inicjatywy i zarzuca krytykom ciemnogród, zacofanie, brak tolerancji. Jedna osoba w komentarzu do postu przedszkola na Facebooku nawet porównywała rodziców broniących dzieci przed ideowym ściekiem do Hitlera. Czyli widocznie tęczowe tabletki weszły dobrze!
Dyrekcja we wspomnianym poście stanowczo odcina się od książki, zwalając całą winę na Radę Rodziców, która i tak „chciała dobrze”. Czy to jest właściwa postawa? Raczej oznacza ona, że albo dyrekcja nie panuje nad własnym podwórkiem, albo po prostu lekceważy te kwestie, a teraz musi zabrać głos, bo zawrzało. Lub zwyczajnie boi się wziąć na siebie odpowiedzialność.
„Faszystowski ciemnogród”
Jedno jest niestety pewne. Wirus LGBT już działa. Skoro ludzie, którzy nie zgadzają się na to, by ich dzieci uczono o dwóch mamusiach, są porównywani do Hitlera, a zdrowy rozsądek jest ciemnogrodem, to strach pomyśleć, co będzie później. Jak daleko może się posunąć tolerancja tych „nowoczesnych i otwartych na różnorodność” rodziców? Jak zareaguje np. taki rodzic, kiedy jego pociecha wróci z przedszkola i powie „a dziś uczyliśmy się dotykać tego między nogami, taki pan nam pokazywał?”. Oby nigdy nie trzeba było tego sprawdzać!
Tekst: Mikołaj Brzyski




