Trwa debata nad tym, czy edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa. Jedna z propozycji rozważana przez MEN mówi o wprowadzeniu tego przedmiotu obligatoryjnie z pominięciem tematów związanych z seksualnością. Jednak, jak zdradziła ekspertka MEN, usunięte treści mogą potem stopniowo powrócić do programu. Czujność Polaków ma więc być uśpiona, a ostatecznie dzieci i tak usłyszą wszystko to, przed czym mądrzy rodzice chcieli je uchronić. Na tym polega plan Barbary Nowackiej i jej ekipy.

Edukacja zdrowotna nieobowiązkowa. Przynajmniej na razie
Na edukację zdrowotną, wprowadzoną do polskich szkół od września 2025 roku, uczęszcza zaledwie ok. 30% uczniów. I całe szczęście, gdyż ten zideologizowany przedmiot ma z prawdziwym zdrowiem niewiele wspólnego. Jak wielokrotnie ostrzegaliśmy, zawarte są w nim szkodliwe, demoralizujące treści. Przede wszystkim – choć nie tylko – w tematach dotyczących seksualności.
W grudniu 2025 roku prezydent Karol Nawrocki zaproponował, by z programu edukacji zdrowotnej, z której wypisał własnego syna, usunąć zideologizowane treści. Decyzja w tej kwestii ma zapaść do końca marca. Wtedy powinniśmy też dowiedzieć się, czy od przyszłego roku szkolnego przedmiot będzie obowiązkowy.
Jednak czy okrojenie programu rzeczywiście ochroni dzieci? Z pewnością nie, zwłaszcza że ekspertka MEN zdradziła, że ministerstwo chce, by usunięte tematy wróciły w ciągu kilku lat „metodą drobnych kroków”.
Gotowanie żaby
Pomysł usunięcia części treści, które uznawane są za szczególnie drażliwe, to rodzaj mydlenia oczu społeczeństwu. Oczywiście lepiej, żeby dzieci nie uczyły się o nieskończonej liczbie płci czy aborcji jako podstawowym świadczeniu medycznym. Jednak czy usunięcie zapisów na ten temat z programu spowoduje, że lekcje staną się od razu całkiem niewinne? Na pewno nie, zwłaszcza że jak pisaliśmy już nieraz, szkodliwość edukacji zdrowotnej to nie tylko kwestie związane z seksualnością, ale też np. propaganda szczepionkowa i klimatyczna. A jak mówi wprost ekspertka MEN współtworząca program tego przedmiotu, Aleksandra Lewandowska, plany są takie, by te treści potem przywrócić. Stopniowo, tak, by nikt nie zdążył zareagować! Oto jej słowa:
Jeżeli miałabym wybierać, że stracę te 30 proc., które obecnie chodzi na edukację zdrowotną, ale zyskam 70 proc., czyli przedmiot stanie się obowiązkowy (…), to byłabym w stanie zgodzić się na taki kompromis. Licząc na to, że może za dwa, trzy lata – jak dorośli będą na to gotowi – metodą drobnych kroków uda nam się wprowadzić ponownie do przedmiotu również zdrowie seksualne.
Metoda małych kroków to typowy sposób działania w przypadku oddolnego oporu społecznego. Jeśli jakaś zmiana postulowana przez rządzących jest nieakceptowana przez ludzi, wprowadza się ją po cichu. I etapami. Zwykle jednak władze nie mówią wprost, że ją stosują! Ekspertka MEN najwyraźniej „wygadała” się.
Wiedząc o wspomnianych planach, tym bardziej musimy powiedzieć planom uczynienia edukacji zdrowotnej przedmiotem obowiązkowym stanowcze NIE. I nie dać się przekonać propagandzie mającej sprawić, że jako rodzice będziemy „gotowi” na posłanie na nią dzieci!
Tekst: Anna Nowak
Podpisz petycję „NIE dla edukacji zdrowotnej” – kliknij w guzik i postępuj zgodnie z instrukcją:




