Marsz Równości w Jeleniej Górze

Marsz Równości w Jeleniej Górze: klapa frekwencyjna i brak poparcia

Jelenia Góra. Niedzielne, słoneczne popołudnie. Dwudziestoosobowa grupka zebrała się pod budynkiem Referatu Gospodarki Odpadami Urzędu Miasta. Stąd wiedziona przez przebrane za kobiety osoby wijące się na samochodowej platformie, ruszyła ulicą Okrzei w kierunku głównego deptaka – ul. 1 Maja.

Tuż za zakrętem, przy Kościele Podwyższenia Krzyża Świętego, na uczestników marszu czekała niespodzianka: wolontariusze Fundacji Życie i Rodzina w milczeniu prezentowali banery ukazujące historie związane z ideologią LGBT. Przechodnie i uczestnicy mieli okazję zapoznać się z faktami dotyczącymi działalności czołowych działaczy LGBT, w tym ich zbrodniczych czynów wobec dzieci.

Mimo spokojnego charakteru kontrmanifestacji, organizatorka ze Szczecina próbowała bezskutecznie wymusić usunięcie banerów. Jeleniogórzanie natomiast reagowali pozytywnie – podchodzili, gratulowali, a nawet bili brawo z okien. Kordon policji, liczniejszy niż samo zgromadzenie, oddzielał obie grupy aż do Placu Ratuszowego, gdzie odbył się finał marszu. Tam kilku przebranych za kobiety mężczyzn nieudolnie próbowało poderwać grupkę do aktywności. Odtańczyli poloneza, wciąż w tle z naszymi banerami, których organizatorzy usiłowali unikać jak ognia w relacjach medialnych.

W czasie wydarzenia padło pytanie: „Kto z Was jest z Jeleniej Góry?”. Ciszę przerwała tylko Monika Tichy, aktywistka ze Szczecina, która próbuje zdobywać rozpoznawalność liczbą przegranych procesów sądowych z Kają Godek. To najlepiej pokazało, że marsz był importowanym przedsięwzięciem z zerowym poparciem lokalnej społeczności.

Krótki marsz bez instytucji

Marsz równości w Jeleniej Górze okazał się kompletną klapą frekwencyjną i wizerunkową. Organizatorzy nie są w stanie dopiąć budżetu. Na publicznej zbiórce, udostępnionej przez 4 osoby, udało się zebrać zaledwie jedną czwartą deklarowanych kosztów. 

Ideologia dewiacji seksualnych od dawna spotyka się w Polsce z ostrym sprzeciwem. Po utracie wsparcia z funduszu USAID nie pozostało z niej już nic. Polacy wielokrotnie wyrażali swój sprzeciw wobec promowania zboczeń na ulicach. W Jeleniej Górze zabrakło nie tylko poparcia ze strony mieszkańców, ale i lewicowych władz – na wydarzeniu nie pojawił się żaden znaczący polityk ani przedstawiciel lokalnego samorządu.

Hasłem “tęczowe Karkonosze” topniejąca grupka obwoźnych aktywistów próbowała stworzyć wrażenie oddolnej inicjatywy, ale efekt był odwrotny – zero poparcia społecznego i poczucie zawodu nawet wśród samych uczestników. Marsz równości w Jeleniej Górze stał się symbolem zmierzchu tego typu inicjatyw.

Tekst: Grzegorz Gielert


Sprawdź podobne wpisy

RatujŻycie.pl

Wykorzystujemy ciasteczka do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie.

Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług.

Informacja o tym, w jaki sposób Google przetwarza dane, znajdują się tutaj.