Ostrzegamy wszystkie mamy, które straciły nienarodzone dzieci. Federa wydała właśnie broszurę „Poronienie. O trosce, ciele i prawie do wsparcia”, rzekomo będący pomocą dla kobiet po poronieniu. Tak naprawdę jest to jednak bardziej poradnik aborcyjny. Federa wprost zrównuje w nim intencjonalne zabicie dziecka z naturalnym poronieniem i przedstawia matkom prawa, jakie przysługują im, gdy dziecko umrze lub… gdy same je zabiją.
Kobiety, które cierpią z powodu utraty maluszka, nie znajdą w poradniku Federy żadnego współczucia ani wsparcia. Nie zobaczą nawet w broszurze słowa „dziecko”. Mowa tylko o „płodzie” lub „zawartości macicy”, która musi zostać usunięta… To jawna kpina z żałoby!
Zamordowanie dziecka zrównane z poronieniem
Poronienie to wielki dramat: mamy, które tracą dziecko, zwykle bardzo to przeżywają. Nierzadko całymi latami zmagają się ze smutkiem i tęsknotą za maluchem, którego nie mogły nawet przytulić. Porównywanie poronienia – w jakimkolwiek kontekście, a już zwłaszcza emocjonalnym – z zabiciem dziecka poprzez aborcję jest skandalem i po prostu bezczelnością. Federa jednak to robi, a nawet idzie jeszcze dalej: stawia między zabiciem dziecka na własne życzenie a jego utratą znak równości. Mniejsza z tym, jak zginęło dziecko: czy umarło samo, czy też ktoś mu w tym „pomógł”. Jest martwy poród, jest prawo do świadczeń!
Nie mają przy tym znaczenia emocje matki, mimo że deklaratywnie poradnik ma pomóc kobietom sobie z nimi radzić. Czytanie o tym, kiedy i jaką metodą najlepiej jest uśmiercić dziecko, z całą pewnością nie pomoże mamom, które właśnie płaczą po swoim zmarłym maluszku!
Zabij dziecko, idź na urlop
Autorki wzbudzającej niesmak broszury o poronieniu twierdzą, że poronienie samoistne i „indukowane” (bo tak właśnie nazywają zabicie dziecka, co jest zresztą całkowicie sprzeczne z terminologią medyczną) w zasadzie niczym się nie różnią. To szczyt bezczelności w stosunku do mam, które cierpią po stracie. Są traktowane dokładnie tak samo, jak kobiety, które z własnej inicjatywy zabiły sobie dziecko. W dodatku Federa wysyła morderczynie własnych dzieci na… urlop macierzyński.
Polskie prawo, które traktuje aborcję tak samo jak poronienie, jest złe. A akcentowanie w poradniku proaborcyjnym faktu, że po zabiciu swojego dziecka można iść na urlop macierzyński, jest oburzające. Zwłaszcza w obliczu faktu, że matki po poronieniu naprawdę potrzebują wolnego czasu: aby załatwić formalności pogrzebowe i choć częściowo przeżyć żałobę.
Poród martwego dziecka: „opróżnienie macicy”
Najbardziej chyba wstrząsającym fragmentem broszury, wydanej przez Federę, jest opis aborcji farmakologicznej w drugim trymestrze ciąży. Moment urodzenia zabitego dziecka autorki nazywają bezdusznie „opróżnieniem macicy” albo „wydaleniem płodu i łożyska” i choć wspominają, że moment ten „bywa trudny”, nie używają w tym kontekście słowa „dziecko”. Pada ono w ogóle w całej broszurze tylko dwa razy: gdy mowa o już urodzonym maluchu i przy okazji omawiania formularza, który wystawia urząd po martwym urodzeniu.
Tymczasem w 22. tygodniu ciąży, kiedy to najpóźniej aborcja farmakologiczna jest według Federy możliwa, ciało maluszka ma już około 28 cm długości i waży ponad 400 gramów. Dziecko w piątym miesiącu ciąży rusza się intensywnie w brzuchu matki, widzi, słyszy i czuje ból. To nie jest „płód”, to żywe, duże już dziecko, które zostaje w bestialski sposób zabite, a potem jego matka rodzi, często godzinami i w wielkich bólach, martwe ciało.
Kobiety, które uwierzą w propagandę aborcyjną Federy, przeżyją wielki szok, jeśli postąpią według jej porad. Najgorsze jest jednak cierpienie dzieci, zabijanych w imię odwróconej do góry nogami wizji rzeczywistości promowanej przez tę organizację. Jej działanie jest więc podwójnie szkodliwe. A tzw. broszura o poronieniu to tak naprawdę nachalna propaganda proaborcyjna, przemycona pod pretekstem pomocy. Żadna kobieta – ani po poronieniu, ani inna – nie powinna po nią sięgać.
Tekst: red.




