35-letnia Amerykanka, Lindsay Clancy, zabiła trójkę swoich dzieci w wieku od 8 miesięcy do 5 lat. Trwa jej proces. Tymczasem, zamiast spotykać się z powszechnym potępieniem, otrzymuje od proaborcyjnych internautek słowa wsparcia. „Same, Lindsay” („Mam tak samo, Lindsay”) mówią na tik-tokowych nagraniach kobiety trzymające na rękach swe dzieci. Są nawet zbiórki pieniędzy dla dzieciobójczyni i wiece poparcia. A obrońcy domagają się uniewinnienia Lindsay, która miała według nich zmagać się z chorobą psychiczną.
W ostatnich latach powszechne stało się zabijanie nienarodzonych dzieci pod pretekstem złego samopoczucia psychicznego matki, a teraz nawet zabójczyni już narodzonych maluchów ma być uniewinniona i stać się celebrytką…?
Wysłała męża na zakupy, udusiła dzieci. Grozi jej dożywocie
Lindsay Clancy miała trójkę dzieci w wieku 8 miesięcy, 3 lata i 5 lat. Pewnego dnia poprosiła męża, by poszedł kupić jedzenie na wynos i leki dla jednej z córek. Po powrocie mężczyzna zastał w domu nietypową ciszę. Wkrótce znalazł w piwnicy troje nieprzytomnych maluchów. Wszystkie nie żyły. Lindsay udusiła dzieci, a potem podcięła sobie żyły i wyskoczyła przez okno z drugiego piętra, udało się ją jednak uratować.
Adwokat Clancy twierdzi, że kobieta cierpiała na depresję i psychozę poporodową, po makabrycznej zbrodni zdiagnozowano też u niej chorobę afektywną dwubiegunową. Popełnione morderstwo miało być według obrońcy skutkiem halucynacji spowodowanych przez przyjmowane leki. Oskarżyciel dowodzi jednak, że Lindsay była w pełni poczytalna, skoro z premedytacją zaplanowała potrójne morderstwo i dopuściła się masakry dokładnie wtedy, gdy mąż był poza domem.
Prokurator domaga się uznania Lindasay winnej zabójstwa pierwszego stopnia i wymierzenia jej kary dożywocia. Obrona wnosi, by karę więzienia zamienić na leczenie w zamkniętym ośrodku psychiatrycznym, nie podważa jednak tego, że kobieta zabiła swe dzieci. Tymczasem wśród kobiet w USA i na świecie powstał… ruch poparcia morderczyni.
Solidarność z dzieciobójczynią
Sprawa Lindsay Clancy zyskała wielką popularność, jednak media głównego nurtu piszą o niej nie ze zgrozą i potępieniem, na jakie zdecydowanie zasługuje, lecz ze współczuciem. Ubrane na różowo kobiety o proaborcyjnych, lewicowych poglądach urządzają demonstracje poparcia i układają dłonie w kształt serca. Przypomina to tzw. czarne protesty odbywające się w Polsce pod sztandarem ochrony praw kobiet – a tak naprawdę służące wprowadzeniu dowolności w mordowaniu nienarodzonych dzieci. Popieranie zabijania dzieci zawsze wygląda podobnie, a dziecko jest zawsze dzieckiem: czy jeszcze nienarodzone, czy kilkumiesięczne lub kilkuletnie.
Dla Lindsay zebrano w internetowej zrzutce około miliona dolarów, a viralem stają się nagrania matek, które z dziećmi w ramionach mówią z płaczem „Same, Lindsay” („Mam tak samo, Lindsay”) albo „I am Lindsay” (Jestem Lindsay”). Co chcą przez to powiedzieć?! Że również są gotowe zabić swoje dzieci, bo jest im ciężko?
Potrójne dzieciobójstwo usprawiedliwiane jest złym stanem psychicznym matki. Tak samo jak aborcja!
Oczywiście, depresja ani psychoza poporodowa to nie jest coś, co należy lekceważyć. To poważne choroby, które wymagają leczenia, a kobiety, które ich doświadczają, należy na wszystkie sposoby wspierać. Te problemy nie mogą jednak nigdy być usprawiedliwieniem dla zbrodni. Tak samo, jak „problemy adaptacyjne” czy „stany depresyjne” nie mogą być przyczyną zabicia nienarodzonego dziecka – a jednak w Polsce podstawieni psychiatrzy wpisują właśnie takie rozpoznania, aby ułatwić zabicie dziecka poprzez aborcję!
Tekst: Anna Nowak




