Od czerwca 2024 roku prowadzony jest rządowy program finansowania klinik in vitro. Prognozuje się, że do 2028 roku już nawet co 20. noworodek może pochodzić z produkcji na szkle! To zastraszający trend, gdyż im więcej dzieci powstaje w ramach procedury sztucznego zapłodnienia, tym więcej dzieci jest równocześnie zabijane w trakcie procedur IVF. Tego, że ciąża z in vitro to cel osiągnięty „po trupach”, nie biorą jednak pod uwagę rządzący.
Lewica już krzyczy o więcej środków na in vitro. A przecież pieniądze z NFZ powinny trafiać gdzie indziej, choćby do chorych onkologicznie czy kardiologicznie, a nie na zabawy życiem dzieci na szkle i w zamrażarkach!
Specjaliści od probówek chcą dodatkowych środków
W zeszłym roku rząd, który ewidentnie ma problem z poszanowaniem godności życia ludzkiego, wznowił działanie programu in vitro, realizowanego już w latach 2013-2016. Budżet z tamtych lat wynosił 237 milionów złotych. Wyprodukowano wtedy ok. 22 191 dzieci. A ile zginęło, by pozostałe mogły żyć? Takich liczb nikt nie podaje.
Od czerwca zeszłego roku finansowanie in vitro wznowiono. I to ze znacznie większym zapleczem finansowym. Na jeden rok działania projektu przeznaczono aż 500 milionów złotych! A masowa produkcja dzieci planowo ma trwać do końca 2028 roku. Specjaliści od probówek już zapowiedzieli, że w nowym roku oczekują zwiększenia środków do 600 milionów.
W tym samym czasie Uniwersyteckie Centrum Kliniczne Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, czyli jeden z największych kompleksów szpitalnych w Polsce, mający miejsca dla prawie 2000 pacjentów, boryka się z problemami finansowymi, przekłada hospitalizacje i ogranicza programy lekowe. Szpital, który rocznie hospitalizuje ok. 205 tysięcy pacjentów, nie ma pieniędzy na funkcjonowanie. Czyli finansów na wsparcie potrzebnego szpitala nie ma, ale na robienie dzieci w probówkach środki są, a w razie czego będzie więcej.
Jedno dziecko żyje, jego rodzeństwo już nie
Jak podaje rynekzdrowia.pl, środków na sztuczne zapłodnienie wystarcza na ok. 39 tysięcy wyrobów, a roczne zapotrzebowanie wynosi 60-70 tys. rocznie. To są niepokojące liczby. I bynajmniej nie martwi nas brak środków na takie przedsięwzięcie. Gorzej z tym, że tak dużo ludzi decyduje się na sztuczne zapłodnienie, tak naprawdę nie wiedząc, z czym ono się wiąże. A in vitro ma więcej wspólnego ze śmiercią, niż z życiem.
In vitro to nic innego, jak masowa aborcja. Do końca września 2025 roku z in vitro uzyskano ponad 19 tysięcy ciąż. A na świat przyszło… 6 tysięcy dzieci. Gdzie reszta? I to jest właśnie ta mroczna strona produkcji ludzi. No właśnie, czemu produkcja, czemu probówka?
In vitro – masowa aborcja
Nie bez powodu o in vitro mówi się „sztuczne zapłodnienie”. Ta procedura ma więcej wspólnego z fabryką lub laboratorium, niż z naturalną prokreacją. Najpierw mężczyzna musi dostarczyć nasienie w kubeczku, a więc idzie w ustronne miejsce, dostaje gazetkę lub film porno, po czym zwyczajnie musi się masturbować. Od kobiety pobiera się komórki jajowe i zostają one zapłodnione spermą z kubeczka. Nie ma seksu, nie ma zbliżenia, kochania się. Jest sterylne laboratorium i rządek probówek.
Powstałe zarodki często są zamrażane. W końcu wybiera się najlepszy, a resztę utylizuje. Wszystko wygląda fajnie, ale mówimy już o człowieku. Ludzkie życie zaczyna się już z chwilą połączenia plemnika z komórką jajową. Tak więc w laboratoriach in vitro zamraża się i utylizuje ludzi. To aborcja na masową skalę.
A co z ciążą? Bardzo często się zdarza, że organizm kobiety nie przyjmie takiego sztucznie zrobionego i wsadzonego na siłę w ciało kobiety zarodka. Nastąpi poronienie. Dlatego tak wiele ciąż z in vitro nie kończy się szczęśliwie. A nawet jeśli się uda i na świat przyjdzie takie wyprodukowane dziecko, to faktem jest, że ono żyje, a jego rodzeństwo leży w zamrażarce lub po prostu zostało wyrzucone. To tak, jakby wybrać najładniejsze kociątko z miotu, a resztę zwierząt utopić w rzece. Tyle że mówimy tu o ludziach!
Nie produkować, adoptować!
Produkcja ludzi z in vitro sprzyja też bzdurnym, niehumanitarnym pomysłom, o których wielokrotnie już pisaliśmy. Typu: zrobienie dziecka z nasienia swojego syna, zapłodnienie modelki, żeby dzieci były ładne. Wszystko, co komu przyjdzie do głowy!
To jest po prostu produkcja ludzi, na którą z publicznych pieniędzy nie powinna być przeznaczana nawet złotówka. Po co produkować dzieci i wydawać na to miliony złotych? Przecież jest mnóstwo sierocińców w Polsce, gdzie dzieci czekają na rodziców, którzy dadzą im dom. Procedura adopcyjna jest absurdalnie skomplikowana i wymagająca. I po co? To w końcu idealne rozwiązanie. Para, która nie jest w stanie mieć własnego dziecka, adoptuje malucha, który nie ma własnych rodziców. I wszyscy są szczęśliwi.
Zamiast tego za rządowe pieniądze produkuje się masowo dzieci, wybiera jedno, a resztę zabija.
Tekst: Mikołaj Brzyski




