Julie Tetart to mężczyzna, który po tzw. zmianie płci zaczął odnosić ogromne sukcesy w koszykówce. Kobiecej koszykówce. To już kolejna sytuacja, gdy tzw. transpłciowi sportowcy odnoszę miażdżące zwycięstwo w kobiecej rywalizacji. I jawna niesprawiedliwość wobec prawdziwych kobiet: zawodniczek, które są na z góry przegranej pozycji wobec biologicznego mężczyzny po przeróbkach.
Julie Tetart – mężczyzna jako „koszykarka”
Julie, a wcześniej Julien Tetart, to francuski koszykarz, który przez ponad dwadzieścia lat grał w lokalnych drużynach koszykarskich. W 2021 roku postanowił się „ujawnić”, czyli ogłosić światu nowinę dla niego obojętną, a mianowicie, że czuje się kobietą. I na kobietę postanowił się przerobić. Po dokonaniu tranzycji wrócił do sportu.
Tyle że Julien, jako „osoba kobieca”, jak by to zapewne określiło bezzaimkowe towarzystwo, uznał, że pora na zmianę teamu. Od teraz będzie grał w koszykówkę z kobietami. Jako kobieta.
Przeciętny wzrost zawodniczek w koszykówce wynosi ok. 183 cm. Nagle pośród nich pojawia się „zawodniczka” jak dąb, mierząca ponad 190 cm. Kawał chłopa z tej „koszykarki”, nie ma co!
Niesportowa rywalizacja
Julien odnosi w sporcie prawdziwe „sukcesy”. Na 27 rozegranych spotkań „osoba damska koszykarska” zdobywała średnio 20,7 pkt. i notowała 20 zbiórek, będąc najlepszą „zawodniczką” ligi w obu tych statystykach. Portal Eurobasket.com uznał Tetart za najlepszą zawodniczkę roku. Tylko… Co z tego? Jak należy mierzyć te osiągnięcia?
Facet, nawet przerobiony na kobietę, wciąż pozostaje facetem. Jego kondycja się nie zmienia. Grubość i twardość kości też. Ani wzrost. Jaki sens ma mierzenie jego wyników na równi z kobietami? Odpowiedź jest prosta: to nie ma sensu. Traktowanie w sporcie mężczyzny przerobionego na kobietę tak samo, jak prawdziwej kobiety, zwyczajnie nie jest fair. Równie dobrze można by wziąć np. zawodowego siłacza na szkolne zawody w podnoszeniu ciężarów. Jego wyniki na tle nastolatków będą z pewnością imponujące…
Do całej sytuacji odniósł się Marcin Możdżonek, polski zawodowy siatkarz, prawdziwy sportowiec. Powiedział dosadnie, co myśli o takich „damskich” zawodnikach:
„Absolutnie nigdy nie możemy dopuścić do tak skandalicznej sytuacji, w której biologiczny mężczyzna będzie rywalizować z kobietami. Poniższa sytuacja to nie tylko policzek w twarz wymierzony płci pięknej, ale przede wszystkim złamanie najważniejszej zasady w sporcie: fair play”.
Koszykarki latami ciężko trenują, ćwiczą, poświęcają się dla sportu. Po czym na boisko wychodzi przeciw nim facet przerobiony na kobietę – z kondycją wciąż jak najbardziej męską. I właśnie on odnosi tu „sukcesy”. To już nie jest sport, tylko parodia. Porażka, jak wszystko zresztą, co związane jest z LGBT!
Tekst: Mikołaj Brzyski




