Hiszpański rząd chce stworzyć „czarną listę” ginekologów, którzy nie zabijają nienarodzonych dzieci. Premier Pedro Sánchez złożył ponadto w październiku wniosek, by w Hiszpanii aborcja stała się prawem konstytucyjnym. Wprowadzenie w życie obu pomysłów będzie całkowitym odwróceniem wartości: przecież konstytucja powinna chronić życie, a nie zapewniać prawo do zabijania! A szukając lekarza do prowadzenia ciąży, kobieta nie jest zainteresowana ginekologami popierającymi aborcję, lecz tymi, którzy dobrze zaopiekują się nią i jej dzieckiem.
Na szczęście hiszpański senat odrzucił propozycję zmian w konstytucji. Jedynym krajem świata, w którym aborcja zapisana jest w ustawie zasadniczej, pozostaje nadal Francja. Większość regionów podporządkowała się już jednak niestety pomysłowi utworzenia rejestru niewygodnych lekarzy – czyli proliferów. Sprzeciwiają się mu władze Wspólnoty Madrytu: trzeciego pod względem liczby ludności regionu, obejmującego stolicę Hiszpanii.
Aborcja na życzenie do 14. tygodnia. Premier Sánchez chce jeszcze więcej
Od 2010 roku w Hiszpanii można zabić dziecko na żądanie, bez podania przyczyny, aż do 14 tygodnia ciąży. A i później jest to możliwe, jeśli tylko dostarczy się zaświadczenie lekarskie stwierdzające zagrożenie zdrowia (także psychicznego) kobiety. Niepełnoletnie dziewczęta mogą umówić się na aborcję nawet bez zgody rodziców.
Historia legalizacji aborcji w Hiszpanii jest klasycznym przykładem na to, jak zaniedbania polityków nominalnie konserwatywnych stają się odskocznią dla żądań skrajnej lewicy. Poprzedni premier Hiszpanii (lata 1996-2004), należący do partii konserwatywnej José María Aznar, krytykował ówczesną ustawę aborcyjną – z 3 wyjątkami, nieco podobną do polskiej ustawy z 1993/1996 r. Jego rząd nie wprowadził jednak żadnych reform, by lepiej chronić życie. Prawo pozostało bez zmian przez całe osiem lat urzędowania Aznara. Gdy władzę przejęła w 2004 roku Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza, szybko rozpoczęła ona rewolucję aborcyjną w najbardziej radykalnym wydaniu. W 2010 roku premier Jose Luis Zapatero dopiął swego i zalegalizował zabijanie dzieci na szeroką skalę.
Obecnie socjalistyczny rząd Pedro Sáncheza uznał, że aktualne, już bardzo proaborcyjne ustawodawstwo to za mało. Chce wprowadzić jeszcze większe ułatwienia w zabijaniu nienarodzonych. Zaproponował, by prawo do aborcji zapisać w ustawie zasadniczej. Gdyby senat przyjął wniosek rządu, Hiszpania stałaby się drugim, po Francji, krajem na świecie gwarantującym w konstytucji możliwość zabijania dzieci. Szczęśliwie jednak tak się nie stało – parlament nie przegłosował propozycji rządu.
Odrzucenie wniosku premiera Sáncheza przez senat komentowane było jako zwycięstwo hiszpańskich środowisk prolife. Prawdziwym zwycięstwem byłby jednak tylko całkowity zakaz zabijania dzieci. Na razie jest to raczej tylko tymczasowe wstrzymanie postępujących w tym kraju, idących w bardzo złym kierunku zmian.
Premier wezwał do stworzenia rejestru lekarzy sprzeciwiających się aborcji
W Hiszpanii teoretycznie funkcjonuje klauzula sumienia. Lekarz ma prawo złożyć na piśmie deklarację, że nie będzie zabijał nienarodzonych i jego wola musi być uszanowana. Jednocześnie jednak żaden szpital publiczny nie może odmówić aborcji, więc właściwie każda placówka musi mieć na etacie zabójcę.
Aby nie było takich sytuacji, że matka chcąca zabić swoje dziecko ma problem ze znalezieniem abortera, Ministerstwo ds. równouprawnienia Hiszpanii zapowiedziało stworzenie rejestru lekarzy odmawiających tzw. przerywania ciąży. Uzasadnienie tego pomysłu było kuriozalne. Irene Montero, minister wspomnianego resortu, oświadczyła mianowicie, że w Hiszpanii jest… za mało aborcji. „W 2020 roku w placówkach publicznej służby zdrowia ich odsetek wyniósł zaledwie 15,49 proc.” – napisała na portalu X. Są nawet takie regiony kraju, w których w ciągu kilku lat nie zgłoszono żadnej aborcji. Jak widać to, co powinno być normalne, wzbudza niepokój wśród lobby aborcyjnego.
„Poszanowanie sumienia pracowników służby zdrowia nigdy nie może być przeszkodą dla opieki zdrowotnej dla kobiet” – oświadczył hiszpański premier. Sánchez wezwał konserwatywne prowincje Madryt, Aragón i Baleary, by do stycznia 2026 r. zebrały czarną listę medyków przeciwnych aborcji. Inaczej, jak zagroził „zostaną uruchomione odpowiednie mechanizmy prawne”.
Władze prowincji Madryt protestują
Bakeary i Aragonia uległy rządowej presji, jednak Madryt wciąż odmawia stworzenia rejestru medyków niezabijających dzieci. Lokalne władze podnoszą, że taki rejestr naruszałby konstytucję i wolność sumienia lekarzy. Prezydent Madrytu, Isabel Díaz Ayuso, zdecydowanie sprzeciwia się zabijaniu nienarodzonych. Podkreśliła, że sama straciła dwoje dzieci przez poronienie, i „wie, co to znaczy”. Z kolei Manuel Martínez-Sellés, prezes Madryckiego Kolegium Lekarskiego, powiedział, że chęć piętnowania lekarzy odmawiających aborcji „trudno postrzegać inaczej, niż jako próbę ograniczenia wolności sumienia”.
Lekarze nie chcą zabijać dzieci
Sytuacja w Hiszpanii pokazuje wyraźnie, że uczciwi lekarze nie chcą zabijać dzieci. Jest tak nie tylko w Hiszpanii, ale w zasadzie na całym świecie. Amerykańskie Kolegium Położników i Ginekologów opublikowało w 2020 r. raport, z którego wynika, że mniej niż 1 na 4 lekarzy w USA zgadza się na wykonanie aborcji. A było to jeszcze przed wyrokiem Dobbs vs. Jackson (24 czerwca 2022), który zniósł federalne prawo do aborcji!
Prawdziwy medyk wie przecież, że powinien ratować życie, a nie je odbierać. Wykonanie aborcji jest złamaniem przysięgi Hipokratesa, która mówi: „Nigdy nikomu, także na żądanie, nie dam zabójczego środka ani też nawet nie udzielę w tym względzie rady; podobnie nie dam żadnej kobiecie środka poronnego”.
Jest też oczywiste, że celem tworzenia listy lekarzy prolife nie jest chęć wyróżnienia ich i uczynienia z nich przykładu do naśladowania. Kto chce, informuje o swoich poglądach samodzielnie. Lista państwowa – szczególnie tworzona przez lewicowych radykałów – będzie najpewniej wstępem do jakiejś formy piętnowania lub wprost do prześladowania.
Szykanowanie ginekologów, którzy chcą postępować w duchu etyki lekarskiej, jest skandalicznym pomysłem. Pozostaje tylko liczyć na to, że zostanie on odrzucony, podobnie jak pomysł uczynienia z zabijania dzieci prawa gwarantowanego konstytucją.
Tekst: Anna Nowak




