Brytyjski homoseksualny milioner Barrie Dewitt-Barlow zapłacił modelce za udostępnienie komórek jajowych. Jak sam przyznaje, nie chce, żeby jego dzieci były brzydkie. To jeszcze rodzicielstwo, czy już produkcja ludzi na życzenie?
„Nikt nie chce brzydkiego dziecka”
To są słowa, które 54-letni Barrie wypowiedział podczas telewizyjnego talk-show „Stacey Dooley Sleeps Over”. Barrie oraz jego partner Scott Hutchinson wybrali modelkę, którą zobaczyli na pokazie w Miami. Spodobały im się długie nogi kobiety. Zapłacili jej 50 tys. dolarów, aby oddała im swoje komórki jajowe do procedury in vitro. W 2020 roku geje mieli już córkę, Valentinę. Dwa lata później na świat przyszedł „ich syn” Romeo.
Barrie wcale nie ukrywał, że jedynym motywem jego działania jest uroda dzieci. Jak sam stwierdził „chodziło wyłącznie o wygląd”. A zatem nieważne, czy dzieci będą zdrowe, mądre, uzdolnione. Mają być ładne jak lalki. Tylko co będzie, gdy się okaże, że dzieci jednak nie będą takie idealne? Jedno będzie miało krzywy nos, a drugie zacznie się garbić? Co zrobi przemądrzały tatuś, wyrzuci je na śmieci? A może wymieni na ładniejsze?
Kup sobie ładne dziecko
Postępowanie bogatego geja nie ma nic wspólnego z rodzicielstwem. Barrie Dewitt-Barlow mówi: Kupuję tylko dziecko, tak mówią ludzie. Ale większość ludzi mogłaby zrobić o wiele gorsze rzeczy niż spędzić miesiąc na lekach, żeby dać zarodki za 50 tys. dolarów. Z jednym można się tu zgodzić. Sztuczny rozród to jest kupowanie dziecka, handel człowiekiem. A jednak homoseksualny milioner jednak wyniósł in vitro i surogację to na jeszcze gorszy poziom.
Jak można moralnie wytłumaczyć fakt, że kupuje się dziecko tylko i wyłącznie z powodu urody? Czy jest ono jeszcze człowiekiem, czy już produktem? Gdy córka się urodziła, zapakowano ją w plastikowe opakowanie, dodano metkę i sprzedano „tatusiom” z paragonem?
Jak będzie się czuło dziecko, kiedy za kilka lat się dowie (a na pewno się dowie), że dla jego ojca ważna była tylko ładna buźka, nic więcej? Przecież to będzie lawina kompleksów dla młodego człowieka. Tu nie ma żadnej miłości, czułości, czy akceptacji. Jest po prostu kalkulacja. Jak przy kupowaniu psa. Ma być ładny, rasowy, a nie jakiś pospolity kundel.
Człowiek – produkt na zamówienie?
Czy tak ma właśnie wyglądać człowieczeństwo XXI wieku? Kupowanie ludzi, wybieranie najlepszych, najładniejszych. Produkowanie ludzi na zamówienie, kompletnie pozbawione ludzkich uczuć. Kiedy małżeństwo wita swoje nowonarodzone dziecko, jest ono dla nich najpiękniejsze na świecie. A tym bardziej rozczulające jest, kiedy widać fizyczne podobieństwo, oczy po tacie, nosek po mamie.
Zamiast tych wzruszeń mamy produkcję ludzi, którzy mają być ładni i na tym koniec. A jeśli takie dziecko w wieku pięciu lat nie będzie przykładem idealnego piękna, to może trzeba zorganizować jakąś utylizację, żeby ojciec nie musiał patrzeć na swoje brzydkie dziecko za 50 tys. dolarów.
Tekst: Mikołaj Brzyski




