Młoda kobieta z Kanady, Faith Groleau, rozpoczęła tranzycję jako zaledwie szesnastolatka. Po kilku latach dotarło do niej jednak, że pod wpływem własnych problemów psychicznych i nacisków środowisk medycznych popełniła olbrzymi błąd. Nie miała „dysforii płciowej”, nie jest „transmężczyzną”. Po prostu doświadczała trudności, które musiała przepracować. I nad którymi nikt nie zechciał się wcześniej pochylić.
Teraz Faith przechodzi detranzycję i publicznie opowiada o manipulacjach stosowanych przez propagatorów tzw. zmiany płci, którzy biorą na celownik przede wszystkim dzieci. Odbierając im normalność, zdrowie, a czasem nawet życie!
Masz więcej kolegów, niż koleżanek? Musisz zmienić płeć!
W rozmowie z Paulą Lavigne w podcaście „The Lavigne Show” Faith Groleau opowiedziała, że jako nastolatka wolała spędzać czas z chłopcami, niż z dziewczętami i nie miała typowo kobiecych zainteresowań. Jak wspomina, w domu żartowała czasem, że chyba powinna była urodzić się chłopcem. Jednak matka tłumaczyła jej wtedy, że to po prostu to taki etap bycia „chłopczycą”, i nie ma się czym przejmować. Faith nie martwiła się więc – przynajmniej do czasu, gdy w wieku 15 lat zaczęła oglądać transmitowany w telewizji serial reality show „I am Jazz”. Wówczas, jak opowiada, po raz pierwszy zaświtał jej w głowie pomysł, by tak jak bohater programu przejść tzw. tranzycję.
„I am Jazz” to historia Jazz Jennings, chłopca, u którego rzekomo w wieku dwóch lat zdiagnozowano tzw. dysforię płciową. Kilka sezonów serialu dokumentuje próby upodobnienia chłopca do dziewczyny: wieloetapowy, skomplikowany proces obejmujący przyjmowanie blokerów dojrzewania i syntetycznych hormonów, a także trwałe okaleczenie w postaci operacji zmiany płci.
Faith Groleau: pobieżna diagnoza, błyskawiczna „terapia”
Gdy piętnastoletnia Faith udała się do terapeuty, ten bez żadnej pogłębionej diagnostyki przypisał wszystkie jej problemy rzekomemu zaburzeniu tożsamości płciowej. Wysłał dziewczynę do młodzieżowej grupy wsparcia, gdzie spotkała osoby przechodzące przez proces tzw. zmiany płci. Nieco później trafiła do szpitala z powodu myśli samobójczych. Lekarze, podobnie jak wcześniej psycholog, nie szukali prawdziwych przyczyn problemów nastolatki. Po prostu zaszufladkowali ją jako osobę transpłciową i od razu zaczęli podawać jej odpowiednie ich zdaniem „leki”. A na protesty matki mieli nawet odpowiedzieć, że jeśli Faith nie stanie się chłopcem, wkrótce na pewno się zabije… Tak machina ruszyła.
Faith podkreśla, że proces jej tranzycji przebiegał niezwykle szybko. Miała nawet po trzy wizyty lekarskie jednego dnia. Nikt w żaden sposób nie poddawał w wątpliwość postawionej pierwotnie diagnozy. Nikt nie ostrzegał, że proces, któremu poddaje się nastolatka, jest inwazyjny, obarczony dużym ryzykiem powikłań i w zasadzie nieodwracalny. Po prostu podawano jej kolejne medykamenty i szykowano do dwóch strasznych operacji: usunięcia piersi i „korekty” narządów płciowych. A przy tym, jak zauważyła po kilku latach już dorosła Faith, nikt nie brał pod uwagę stanu psychicznego, w jakim się znajdowała: nie mogła wyrazić świadomej zgody na wszystkie te procedury, gdyż nie wiedziała nawet dobrze, co się z nią dzieje.
A co z matką, która z początku tak rozsądnie rozmawiała z dziewczyną? Jak wspomina Faith, rodzicielka starała się chronić córkę, jednak personel medyczny zepchnął ją na całkowity margines. Sugerował np., że dziewczyna nie musi zgadzać się na obecność rodzica na sali, lekceważąco podchodził do zgłaszanych przez dorosłą kobietę wątpliwości, a nawet instruował nastolatkę, że ma prawo… nie słuchać się mamy. W rezultacie dziewczyna wolała przebywać w szpitalu, niż w domu, gdyż w placówce medycznej – jak wspomina – mówiono jej „to, co chciała usłyszeć”.
Krzywdząca „terapia”
Faith przez dłuższy czas przyjmowała zastrzyki z testosteronem i poddała się operacji usunięcia piersi. Jak wspomina, nie poprawiło to ani trochę tego, jak czuła się we własnym ciele. Zamiast tego, przez nienaturalną sylwetkę, czuła się niekomfortowo zarówno w damskich, jak i męskich ubraniach. Dalej miała też problemy psychiczne, a nawet zaniki świadomości. Dopiero wtedy terapeuta, do którego trafiła, pomógł jej odkryć, że kłopoty, z którymi się mierzy, nie mają nic wspólnego z płcią. Niedługo później miał miejsce wyciek plików WPATH (Światowego Stowarzyszenia Zawodowego na rzecz Zdrowia Transpłciowych), który ujawnił, że lekarze i terapeuci wiedzą o olbrzymiej szkodliwości substancji podawanych w ramach tzw. tranzycji. Mimo to namawiają nieletnich na procedury, które mogą powodować bezpłodność, raka, wczesną osteoporozę, dysfunkcje dna miednicy i szereg innych, poważnych problemów zdrowotnych, które nie wiadomo, jak leczyć.
Faith podkreśla, że blokery dojrzewania, podawane według narracji środowisk LGBT po to, by „ratować życie” dzieci cierpiących na zaburzenia tożsamości płciowej, w rzeczywistości tylko pogłębiają ich problemy. Jak tłumaczy, zauważyła, że zatrzymują one nie tylko rozwój fizyczny, ale też społeczny i emocjonalny. Substancje te powodują według niej niejako zatrzymanie w stanie bycia nastolatkiem. Z niszczącymi wahaniami nastroju i huśtawką emocjonalną, wzmożoną jeszcze dodatkowo przez sztuczne hormony.
Faith zdecydowała się na tzw. detranzycję, nadal mierzy się jednak ze skutkami zastosowanych procedur.
„Dzieciaki lgną do wszystkiego, bo takie po prostu są”
Faith Groleau czuje się ofiarą eksperymentu. A specjalistów w białych kitlach, którzy zgotowali jej taki los, nazywa potworami, które „polują na dzieci i je tną”. Młoda kobieta zwraca uwagę na fakt, że dzieci gotowe są zafascynować się dowolnie fantazyjnym pomysłem, gdyż najzwyczajniej w świecie taka jest ich natura. Zadaniem dorosłych jest wtedy powstrzymać je od zaszkodzenia samym sobie, a nie je do tego popychać.
Tranzycja dzieci – nieodwracalna krzywda
Dramatyczna historia Faith jest tylko jedną z wielu. W krajach, w których dozwolona jest tzw. korekta płci, ludzie stale cierpią z powodu poddania się tym procedurom, zwłaszcza gdy decyzja o rozpoczęciu procesu podejmowana jest przed osiągnięciem pełnoletności. Jak powiedział PAP lekarz sądowy, biegły psychiatra i seksuolog, dr hab. Zbigniew Lew-Starowicz, nawet 80% osób, które chciały zmienić płeć jako dzieci, porzuca to pragnienie po ukończeniu 18 roku życia. A nawet dorośli często określają pomysł zmiany płci jako najgorszą decyzję swojego życia. Jaką nieopisaną krzywdą jest więc pochopne i pośpieszne, pozbawione realnych podstaw popychanie do tego inwazyjnego procesu dzieci!
Tekst: Anna Nowak




