Dziewczynka z surogacji: Bridget

Dziewczynka z surogacji trafiła do sierocińca. Klienci z niej zrezygnowali

Mała Bridget została zamówiona przez parę z USA. Opłacili oni usługi surogatki z Ukrainy, by mieć dziecko. Jednak gdy okazało się, że dziewczynka poczęta na ich zamówienie przyszła na świat niepełnosprawna, klienci zmienili zdanie. Zażądali, by lekarze odłączyli dziecko od aparatury podtrzymującej życie. Na szczęście tak się nie stało – Bridget przeżyła. A potem trafiła do domu dziecka.

Dramat Bridget, porzuconej zarówno przez kobietę, którą uważała za mamę, jak i zamawiających „rodziców” to jeden z przykładów krzywdy, jaką generuje surogacja: bezduszny handel dziećmi i ciałami kobiet. Historia dziecka została omówiona w  filmie dokumentalnym „Matki do wynajęcia. Surogatki na Ukrainie”. 

Brak ochrony prawnej

Twórcy filmu dokumentalnego o surogacji podkreślają, że dziecko noszone przez surogatkę nie jest w żaden sposób chronione prawem. Umowa o tzw. macierzyństwo zastępcze zawierana z klientami zakłada zwykle, że surogatka ma oddać dziecko do sierocińca, jeśli zleceniodawcy go nie odbiorą. A tak się zdarza: na samej Ukrainie w wyniku surogacji rodzi się około 2 tysięcy maluchów rocznie. Po wybuchu wojny lub gdy w 2020 r. rozpoczął się lockdown i granice zostały zamknięte, dzieci z surogacji nikt nie odebrał. Pozbawione matczynej bliskości maluchy miesiącami czekały, aż ktoś obejmie je prawdziwą opieką. I nie wiadomo, ile z nich rzeczywiście ją znalazło, a ile skończyło porzucone, w domach dziecka.

Nie brakuje też sytuacji, gdy urodzone w ramach surogacji dziecko okazuje się chore lub niepełnosprawne i klienci zwyczajnie się rozmyślają. Bo przedmiot umowy miał być idealny… Tak było właśnie w przypadku małej Bridget.

Zamówione dziecko. A potem porzucone

Bridget urodziła w 2016 roku surogatka, która przyjechała do Zaporoża z obwodu donieckiego. Dziewczynka przyszła na świat w 25. tygodniu ciąży, jako skrajny wcześniak. Nie przełykała i nie ssała, nie reagowała na bodźce, trzeba było karmić ją sztucznie. Miała brata bliźniaka, który niestety zmarł przy porodzie. Dziecko miało trafić do amerykańskich zleceniodawców. Jednak gdy po porodzie dowiedzieli się oni, że dziewczynka jest niepełnosprawna fizycznie i psychicznie, zażądali od lekarzy, by przerwali leczenie. Medycy kategorycznie odmówili, stwierdzając, że w świetle ukraińskiego prawa byłoby to zabójstwo. Dziewczynka przeżyła. Klienci, którzy opłacili poczęcie Bridget, nie chcieli jednak nawet jej zobaczyć. 

Najbliższą Bridget osobą stała się Marina Boyko – pielęgniarka ze szpitala w Zaporożu. Poruszona losem dziewczynki, odwiedzała ją i starała się pomóc Bridget. Odnalazła klientów, którzy zamówili dziecko i wielokrotnie informowała ich o jego stanie, ci jednak nie odpowiadali. 

A co z matką? Według przedstawionego w filmie świadectwa Mariny surogatka, która urodziła Bridget, na początku została z urodzoną przez siebie dziewczynką. Potem, gdy okazało się, że zleceniodawcy nie odbiorą dziecka, wróciła jednak do swojego domu i własnych – tzn. urodzonych nie na zamówienie – dzieci. Bo taka właśnie jest surogacja: kobieta rodzi dziecko nie po to, by być jego mamą, ale by zarobić. A potem wrócić do własnych spraw.

Najwięcej na całym procederze zarabia firma pośrednicząca w usługach surogacji: handel dziećmi na zamówienie jest niezwykle opłacalny!

*********

Surogacja to dramat matki i dziecka. Odwiedź stronę STOP surogacji i podpisz petycję o deportację organizatorów targów surogacyjnych organizowanych niedługo w Warszawie przez ukraińską firmę BioTexCom. Powiedz NIE traktowaniu dziecka jak towar, a kobiety – jak inkubator!

Tekst: Anna Nowak


Sprawdź podobne wpisy

RatujŻycie.pl

Wykorzystujemy ciasteczka do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie.

Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług.

Informacja o tym, w jaki sposób Google przetwarza dane, znajdują się tutaj.