30 grudnia w szpitalu św. Wojciecha na gdańskiej Zaspie oraz w biurze zarządu spółki Copernicus, która prowadzi tę lecznicę, odbyła się interwencja poselska posła Krzysztofa Szymańskiego (Ruch Narodowy). W jej trakcie obrońcy życia mieli możliwość zadać kilka pytań władzom szpitala i spółki. Odpowiedzi szpitalnych oficjeli – obrońców wykonywanej tam aborcji – przerażają! Usłyszeliśmy m.in. że płód nie jest pacjentem, a prezes Copernicusa nie wie, co czuje dziecko zabijane chlorkiem potasu, bo… sam nie miał nigdy nic wstrzykniętego do serca.
Poczęte dziecko nie jest pacjentem. „Nie przychodzi” do szpitala
Dariusz Kostrzewa, prezes Copernicus Podmiot Leczniczy sp. z o.o., wyszedł na kilka minut porozmawiać z interweniującym posłem oraz z obrońcami życia. Zapytaliśmy o aborcje w podległej mu placówce. Odpowiedzi, których nam udzielił, były szokujące. Kostrzewa uważa, że poczęte dziecko nie jest pacjentem szpitala, bo… „do nas nie przychodzi”. Padło też pytanie, co może czuć maluch w 25. tygodniu od poczęcia, gdy dostaje zastrzyk z trucizną do serca. Prezes Copernicusa odparł, że nie wie, bo nigdy nie miał nic wstrzykiwanego w serce (!).
To, co usłyszeliśmy, przypomina słowa Gizeli Jagielskiej, która również twierdziła, że nie zabija dzieci, a tylko „wykonuje aborcje na płodach”. To chyba częsta sytuacja, że osoby odpowiedzialne za aborcję, manipulują pojęciami, aby zdusić swoje sumienia.
Zawsze zadziwia nas arogancja aborterów i to, jak zupełnie inaczej podchodzą oni do bezbronnych dzieci i do siebie. Urzędowanie w ciepłym, eleganckim biurze – to sytuacja prezesa Kostrzewy. Rozdzierający ból po podaniu do serca substancji, która pali od środka i powoduje bolesny zawał – to sytuacja poczętych dzieci na Zaspie. I nie jest żadnym tłumaczeniem, że ten koszmar spotyka tylko niektóre dzieci. Aborcja nie jest medycyną i nie ma na nią miejsca w podmiotach leczniczych!
Noworoczne życzenia i oburzenie obrońców aborcji
Podobny stan świadomości do swojego prezesa wydawał się mieć również Dyrektor ds. medycznych samego Szpitala św. Wojciecha, Rafał Cudnik. W czasie krótkiej wymiany zdań chyba po raz pierwszy usłyszał, że bezkarność aborterów i ich przełożonych nie będzie trwała wiecznie. Był wyraźnie zestresowany. Potem zapowiedział, że odpowiedzi na pytania posła Szymańskiego da na piśmie i zakończył spotkanie. Od proliferów usłyszał noworoczne życzenia „zaprzestania zabijania dzieci”, co spowodowało, że wpadł w złość. „Pani przesadziła z tym zdaniem” – zwrócił się do Kai Godek.
A przecież dyrektor ds. medycznych jest odpowiedzialny za to, co robią pracownicy szpitala! Skoro w placówce dochodzi do aborcji – w tym późnych, na dzieciach nawet w siódmym miesiącu życia płodowego – to Rafał Cudnik nie może tłumaczyć, że o niczym nie wie lub że tej sytuacji nie zaakceptował. Zaś sama aborcja jest zabijaniem dzieci – i co tego stwierdzenia nie można mieć wątpliwości.
Zabijanie dzieci zastrzykami
Szpital św. Wojciecha na Zaspie w okresie od lipca do września 2025 roku zabił dwoje dzieci zastrzykami dosercowymi z chlorku potasu zanim rozpoczęła się faktyczna procedura „przerywania ciąży”. Taka praktyka jest czystym sadyzmem. W dodatku nie jest dozwolona w polskim prawie, stąd Fundacja Życie i Rodzina już kilka dni temu złożyła zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Będziemy bacznie przyglądać się sprawie, a pod szpitalem na Zaspie będą odbywać się kolejne Publiczne Różańce i antyaborcyjne protesty!
Zobacz, jak wyglądała interwencja poselska posła Szymańskiego. Posłuchaj, jak straszne rzeczy opowiadają osoby odpowiedzialne za aborcję w Gdańsku!
Tekst: red.




