Zastrzyk z chlorku potasu to jedna z najokrutniejszych metod aborcji. Działanie preparatu jest na tyle niehumanitarne i drastyczne, że jego producenci, np. Pfizer, sprzeciwiają się nawet wykorzystywaniu go do usypiania zwierząt lub wykonywania wyroków śmierci na skazańcach. Tymczasem w niektórych szpitalach w Polsce chlorek potasu wstrzykuje się do serc nienarodzonych dzieci, i to bez znieczulenia.
Co czuje dziecko zabijane chlorkiem potasu? Trudno nawet wyobrazić sobie jego cierpienie. I to zadawane przez lekarzy i za przyzwoleniem własnych rodziców!
Co to jest chlorek potasu?
Chlorek potasu (KCl) to nieorganiczny związek chemiczny będący solą potasu i kwasu solnego. Jest stosowany w medycynie, farmacji i przemyśle: jego niewielkie ilości są dodawane do jedzenia jako zamiennik soli, stabilizator i konserwant. W dużym stężeniu substancja ta bywa również używana jako trucizna: do zabijania zwierząt, więźniów skazanych na karę śmierci, a czasem też dzieci na zaawansowanym etapie ciąży.
Zastrzyk z chlorku potasu stosuje się jako środek prowadzący do zatrzymania akcji serca maleństwa, by na pewno nie urodziło się ono żywe. W ramach tej zbrodniczej procedury aborterzy nie biorą pod uwagę cierpienia wywoływanego przez KCI. A jest ono wielkie.
Właściwości chlorku potasu
Działanie chlorku potasu na ludzki organizm zależy od dawki. Jego niewielkie ilości mogą wpłynąć pozytywnie na regulację gospodarki wodno-elektrolitowej, przewodnictwo nerwowe oraz skurcz mięśni. Jednak gwałtowny wzrost stężenia potasu we krwi prowadzi do poważnych konsekwencji, w tym zaburzeń rytmu i zatrzymania pracy serca. Podanie chlorku potasu miewa działanie lecznicze (np. w przebiegu chorób nerek), ale może też zabić. I tę właśnie jego właściwość wykorzystują aborterzy, wywołując u nienarodzonych dzieci zawał serca – zanim przystąpią do faktycznego „przerywania ciąży”.
Chlorek potasu – zastosowanie do zabijania
Podania chlorku potasu nie dopuszcza się nawet do eutanazji zwierząt, jeśli najpierw nie zostaną one uśpione. A w niektórych państwach świata, gdzie dopuszczona jest kara śmierci, np. w USA, chlorek potasu stosowany jest do egzekucji na skazańcach. Jego użycie i tak jest bardziej humanitarne niż podczas aborcji. Skazańcy otrzymują wcześniej dwie inne substancje – usypiającą i zwiotczającą mięśnie. Mimo to w 2016 roku firma Pfizer oficjalnie ogłosiła, że siedem leków z logo firmy, które były wykorzystywane do przeprowadzania kary śmierci, będzie sprzedawane amerykańskim dystrybutorom wyłącznie pod warunkiem, że nie dostarczą ich oni do więzień. Na liście preparatów był m.in. właśnie preparat z chlorkiem potasu.
„Zdecydowanie sprzeciwiamy się użyciu jakiegokolwiek naszego produktu do zastrzyku trucizny stosowanego w karze śmierci” – ogłosił gigant farmaceutyczny. Koncern tłumaczył swoją decyzję względami zarówno moralnymi, jak i biznesowymi. Jak tłumaczyli eksperci z branży, Pfizer naraża swoje dobre imię, zezwalając na używanie swoich produktów do egzekucji.
Czy polscy producenci preparatów do iniekcji z chlorkiem potasu zdają sobie sprawę, że ich produkty stosuje się do zabijania dzieci?
Aborcja chlorkiem potasu – przebieg
Przez powłoki brzuszne matki wbija się igłę w serce dziecka i wstrzykuje porcję chlorku potasu. Cała procedura wykonywana jest bez znieczulenia. Chlorkiem zabija się dzieci na późnym etapie ciąży: w drugim i trzecim trymestrze.
Zastrzyk z chlorku potasu podawany nienarodzonemu dziecku ma na celu zatrzymać akcję serca i doprowadzić do zgonu maleństwa. Chlorek potasu powoduje u dziecka gwałtowne skurcze mięśnia sercowego, duszności, ataki drgawek, zaburzenia przewodzenia, a w końcu ustanie akcji serca.
Aborterzy podają chlorek potasu, by mieć pewność, że dziecko nie urodzi się z aborcji żywe. Gdy maluch już umrze, podają matce środki na wywołanie porodu i przez wiele godzin rodzi ona martwe ciałko. Innym sposobem jest wydobycie zwłok dziecka poprzez cesarskie cięcie.
Chlorek potasu w serce – czy boli?
Aborcja chlorkiem potasu jest bolesna w stopniu, którego zwykły człowiek nie jest w stanie sobie nawet wyobrazić, zwłaszcza że ta mordercza procedura przeprowadzana jest bez znieczulenia. Agonia dziecka, które otrzymuje zastrzyk z chlorku potasu w serce, odbywa się w ogromnym bólu. Czuje się ono prawdopodobnie tak, jakby ktoś rozrywał mu serce od środka. Maluch gwałtownie rzuca się w macicy – aż do zgonu.
Matka, która poddaje się aborcji, odczuwa tę dramatyczną walkę maleństwa w jej łonie: rzuca się ono gwałtownie w macicy matki. Przestaje dopiero, gdy umiera. Wówczas przychodzi czas na martwy poród.
Jest to prawdziwy horror. Trudno zrozumieć, jak jakakolwiek kobieta może zgodzić się na taki los. I dla swojego dziecka, i dla siebie!
Co czuje dziecko abortowane chlorkiem potasu?
Roztwór KCl przynosi ekstremalne cierpienie: jest drażniący, sprawia silny, piekący ból w kontakcie z nerwami i mięśniami.
Aborcja chlorkiem potasu, jaką robią m.in. w szpitalu w Oleśnicy, wykonywana jest na dzieciach nawet w terminie porodu. Trzeba pamiętać, że na tym etapie układ nerwowy i receptory bólu są już w pełni rozwinięte. Dzieci umierają w męczarniach. Dlatego pseudoargumenty zwolenników aborcji o oszczędzaniu bólu chorym dzieciom są po prostu absurdalne.
Chlorek potasu w serce dziecka – Oleśnica
W 2025 roku cała Polska usłyszała o Felku: dziecku zabitym w Oleśnicy zastrzykiem chlorkiem potasu w 36. tygodniu życia płodowego, gdy było już praktycznie gotowe do życia poza organizmem matki. Felek był najprawdopodobniej chory na łamliwość kości, jednak nie był to powód, by go bestialsko zabić! Inne szpitale proponowały matce Felka cesarskie cięcie i uratowanie dziecka. Jeśli kobieta nie czułaby się na siłach zajmować nim, mogła potem oddać dziecko do adopcji. Organizacje feministyczne namówiły jednak Anitę na aborcję, a ta zgłosiła się do Powiatowego Zespołu Szpitali w Oleśnicy.
Felek został zabity zastrzykiem z chlorku potasu w serce. Umarł w męczarniach. Preparat podała Gizela Jagielska, ówczesny zastępca dyrektora ds. medycznych oleśnickiej placówki. Kobieta, która otwarcie twierdzi, że aborcja do samego dnia porodu to prawo kobiety, a życie dziecka zaczyna się dopiero po opuszczeniu macicy matki!
Szpital w Oleśnicy zataja, ile dzieci zabija zastrzykiem z chlorku w potasu. Z całą pewnością sprawa Felka nie była jednak jedyna. Gizela Jagielska powiedziała nawet w wywiadzie w „Gazecie Wyborczej”, że jest to często stosowana przez nią metoda. „W wyższych ciążach wstrzykuje się dosercowo chlorek potasu, żeby dziecko nie urodziło się żywe” – poinformowała bezwstydnie aborterka.
Dzieci uciekają przed chlorkiem potasu. Chcą żyć!
„Jak podajesz ten chlorek potasu, to musisz podawać do końca, aż do momentu, kiedy zobaczysz, że serce przestało bić. Jak tego nie zrobisz dobrze, to będzie ci uciekać i będziesz musiała kłuć jeszcze raz” – tak Gizela Jagielska strofowała swoją asystentkę podczas procedury zabicia dziecka, aby nie urodziło się z aborcji żywe. Szokujące zdarzenie przywołała położna z Oleśnicy, Pani Magda, która odeszła z pracy, bo nie mogła znieść wszechobecnej aborcji.
Słowa Jagielskiej ujawniają brutalną prawdę: dzieci uciekają przed śmiertelnym zastrzykiem. W brzuchu mamy jest jednak mało miejsca, nie mają więc szans, by uniknąć śmierci.
Chlorek potasu: aborcja, a raczej egzekucja
Śmiercionośny zastrzyk do zabijania niewinnych przywołuje najbardziej koszmarne skojarzenia z czasu II Wojny Światowej.
„W III Rzeszy lekarze w obozach nie ratują chorych. Jeśli robią zastrzyk, to w strzykawce jest trucizna. Jeśli się ‘troszczą’, to tylko o przedmiot używany do własnych celów, królika doświadczalnego” – pisała Joanna Lamparska w książce „Lekarze od zabijania”, dając świadectwo podejścia pseudolekarzy do więźniów obozów koncentracyjnych. I kontynuuje:
„W opanowanym epidemią tyfusu Gross-Rosen, (‘lekarz’ SS) Karl Babor dostał nieograniczone uprawnienia. Wykorzystywał je, by doskonalić procedurę śmiertelnych zastrzyków w serca więźniów. Swoim ‘pacjentom’ podawał też ‘krople nasercowe’. Działały błyskawicznie – chorzy sinieli z braku powietrza, dostawali skurczów mięśni i umierali w ciągu kilkudziesięciu sekund. W rzeczywistości bowiem Babor dawał im cyjanek”.
Św. Maksymilian Kolbe po nieudanej dwutygodniowej egzekucji przez zagłodzenie, został ostatecznie dobity dosercowym zastrzykiem fenolu. Podobne praktyki zostały jednoznacznie potępione przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze.
Gdy czytamy te okropieństwa, rodzi się pytanie: jak bardzo trzeba być zaślepionym, by nie widzieć analogii do aborcji w dzisiejszej Polsce? Czy po kilku pokoleniach musimy tę lekcję przerabiać na nowo?
Aborcja chlorkiem potasu. Ratujmy dzieci!
Stosowanie chlorku potasu do abortowania bezbronnych dzieci jest szokujące. Fakt, że kolejne morderstwa zlecają matki, które powinny chronić swoje maleństwa, jest wstrząsającym obrazem cywilizacji śmierci. Nie można milczeć wobec takich zbrodni!
Na szczęście Gizela Jagielska, która zasłynęła m.in. z zabicia chlorkiem potasu 9-cio miesięcznego Felka, od stycznia nie będzie już pracować w Powiatowym Zespole Szpitali w Oleśnicy. Wkrótce ukaże się reportaż „Oleśnica. Śledztwo w sprawie zbrodni”, który ujawni kulisy działania tej bezdusznej aborterki. Już można zobaczyć jego trailer. Jednak nie mamy złudzeń, że Jagielska przestanie teraz zabijać. Trzeba dalej bacznie obserwować zarówno ją, jak i szpital w Oleśnicy, który do tej pory masowo przeprowadzał rzeź niewiniątek.
Nie wiadomo też, czy inne polskie placówki medyczne nie stosują – lub nie zaczną wkrótce stosować – tej samej makabrycznej procedury. Dlatego nie przestaniemy patrzeć im na ręce!
Tekst: red.




