Chlorek potasu zaczął być stosowany do uśmiercania dzieci w Powiatowym Zespole Szpitali w Oleśnicy w drugiej połowie 2022 roku. Jak opowiedziała jedna z byłych pracownic oddziału ginekologiczno-położniczego w filmie „Oleśnica. Śledztwo w sprawie zbrodni”, pierwsze opakowanie preparatu zeszło bardzo szybko. Licząca 8-10 ampułek paczka skończyła się już przed upływem 1,5-2 miesięcy. Jeśli liczyć, że jedna ampułka to jedno zabite dziecko, to od początku zabijano chlorkiem co najmniej jedno dziecko na tydzień!
Nowy sposób zabijania
Jak wspomina była podwładna Gizeli Jagielskiej, gdy chlorek potasu pojawił się w oleśnickim szpitalu, na oddział zaczęły przybywać na aborcję pacjentki w zaawansowanej ciąży. Także donoszonej: po 20-tym, 30-tym, a nawet w 39 (!) tygodniu ciąży.
Położne pracujące na oddziale nie miały dotychczas styczności z aborcją chlorkiem potasu. Wiedziały, że gdzieś może zabija się w ten sposób tak duże dzieci, ale nigdy nie widziały tego w swoim szpitalu. Jak stwierdziła jedna z nich „takiego położnictwa nauczyła je dopiero doktor Jagielska”.
Mordercze tempo
Jak widać po liczbie przeprowadzanych w Oleśnicy „zabiegów” z użyciem chlorku potasu, aborterzy nie mieli oporów, by sięgać po morderczy środek.
„To pierwsze opakowanie zostało w miarę szybko, w ciągu około półtorej-dwóch miesięcy, tak mi się wydaje, zużyte.
– A ile jest w opakowaniu?
– Osiem albo dziesięć ampułek”.
Co działo się później? Czy to tempo zostało utrzymane, a może nawet jeszcze zwiększone? Ile ampułek trucizny wykorzystano? Tego można się już tylko domyślać, gdyż szpital zataja, ile dzieci dostało w serce śmiertelny zastrzyk. Jedno jest pewne: każda zużyta ampułka chlorku potasu to okrutna śmierć dziecka. Dziecka, które powinno się urodzić!
Tekst: red.




