Australijski rząd płaci 4225 dolarów australijskich kobietom, które zdecydują się na dokonanie późnej aborcji. Jest to wynik luki prawnej, przez którą matki, spełniające odpowiednie wymagania, kwalifikują się do otrzymania pieniędzy. Warunek? Ciąża musi trwać przynajmniej 20 tygodni.
Odszkodowanie, czy wynagrodzenie za zabijanie?
Na czym polega wspomniana luka prawna? Otóż pieniądze może dostać matka, której dziecko noszone w ciąży jest martwe. To swego rodzaju odszkodowanie, wynagrodzenie za stratę. Brzmi całkiem szlachetnie, prawda? Takie jednak nie jest!
Gdyby to było szlachetne, nie bilibyśmy na alarm. Matka dostanie pieniądze za martwe dziecko, ale nie musi to być naturalne poronienie. Kobieta dostanie pieniądze również wtedy, gdy dziecko będzie zabite przez nią samą w ramach późnej aborcji. Chodzi o „zabieg” wykonany po 20. tygodniu ciąży, a więc wtedy, gdy dziecko jest już rozwinięte, wyraźnie czuje dotyk i ból.
W Australii Południowej aż 80% późnych aborcji odbywa się na zdrowych dzieciach. Za takie właśnie aborcje wypłacane są pieniądze. Aż narzuca się, by stwierdzić, że po prostu zabija się tam dzieci dla pieniędzy.
Wakacje za aborcję
Sprawę nagłośniła dr Joanna Howe, starszy wykładowca prawa na Uniwersytecie Adelajdzie, działacz pro-life. Dramatyczny problem zgłosili jej pracownicy placówek medycznych.
Jak mówi dr Howe, jedna sytuacja szczególnie ją poruszyła. Zadzwoniła do niej położna z pewnego szpitala. Płacząc, mówiła, że jedna z matek zdecydowała się zabić swoje dziecko w 28. tygodniu ciąży i ogłosiła, że za otrzymane pieniądze pojedzie… na wakacje na Bali.
Naprawdę, już do tego doszło: ludzie są w stanie zabić własne dziecko, by móc pojechać na wakacje. Nie ma to jak dać rozerwać swoje maleństwo na kawałki, a potem popijać drinki na plaży za państwowe pieniądze. Tego bestialstwa się już nie da wytłumaczyć zdrowiem, brakiem świadomości ani biedą. To po prostu niehumanitarne egoistyczne dno.
Australia – zagłębie aborcyjnej patologii
W Australii w zeszłym roku zamordowano ponad 100 tysięcy poczętych dzieci. Ciekawe, za ile z nich ludzie zafundowali sobie wakacje, nowy samochód albo telewizor. Popatrz John, ale ładnie odbiera kanały. A wystarczyło tylko dać rozerwać i wyskrobać nasze dziecko i od razu dają ci kasę! Handlowanie śmiercią osiągnęło w Australii wyjątkowo paskudny poziom.
Mało tego. W lutym 2025 roku posłanka Zielonych Amanda Cohn chciała przeforsować ustawę o reformie aborcyjnej, która zmuszałaby lekarzy do przeprowadzania aborcji, bez możliwości odmowy. Na szczęście nie doszło do uchwalenia koszmarnego prawa. Mimo wszystko aborcyjny biznes w Australii, z pomocą rządu, ma się bardzo dobrze. Oby do czasu.
Tekst: Mikołaj Brzyski




