Środowisko skrajnej lewicy urządziło protest pod restauracją, która podaje foie gras, czyli wykwintne danie z wątróbek kaczych i gęsich. Dlaczego protestowali? Bo do produkcji tej wątróbki trzeba sztucznie tuczyć ptaki, a to – zdaniem lewackich aktywistów – jest nieetyczne i powoduje zbyt duże cierpienie zwierząt. Te same środowiska chcą zakazać protestów pod rzeźnią Abotak, gdzie Aborcyjny Dream Team morduje tabletkami ludzkie dzieci.

Restauracja na Saskiej Kępie oblężona
Grupa ekoterrorystów obsiadła restaurację na Saskiej Kępie w Warszawie i urządziła tam kilkugodzinną głośną manifestację w obronie kaczek i gęsi. Było głośno i intensywnie. Lewicowi aktywiści są z siebie dumni i chwalą się swoim „protestem ciśnieniowym”.
Dokładnie te same środowiska oburząją się na zgromadzenia w obronie życia dzieci. Szczególnie na te, które mają miejsce pod rzeźnią Abotak przy Wiejskiej w Warszawie. Nie podoba im się, że jest głośno, nie podobają im się plakaty z ofiarami aborcji. A przede wszystkim nie tolerują wypominania, że w tym lokalu mordowani są mali ludzie.
Podwójne standardy aborterów
Zwolennicy aborcji to hipokryci i dwulicowcy. Stosują odmienne standardy w zależności od tego, czego dotyczy protest. Gdy chodzi o rzekome „prawa” zwierząt, dopuszczalne stają się niemal wszystkie formy nacisku: blokowanie działalności restauracji, głośne demonstracje pod lokalami, presja na przedsiębiorców i ich klientów. W imię walki z produkcją foie gras aktywiści potrafią sparaliżować normalne funkcjonowanie lokalu, nie licząc się z nikim i narażając na straty finansowe osobę prowadzącą legalną (!) działalność gastronomiczną.
No nie może być, piekło zamarzło. Gdzie jest gazeta wyborcza, gdzie onety, tvny, które od roku szczują na prolajferów pod Abotakiem, że za głośno, że blokują placówkę aborcyjną.
Oto właśnie ekoświry, zablokowały działanie restauracji bo im się danie mięsne nie podoba! Mieszkańcy… https://t.co/zanKyQfGAE— Krzysztof Kasprzak (@kasprzak_k_) March 19, 2026
Tymczasem w przypadku protestów prolife narracja zmienia się diametralnie. Tu nagle pojawiają się apele o ciszę, porządek i niezakłócanie działalności placówki. A przecież mówimy o nielegalnym ośrodku aborcyjnym, który łamie prawo i jasno deklaruje, że nie będzie przestrzegać przepisów. Pracownice Abotaku oferują aborcję nawet nastolatkom i odpowiadają za liczne tragedie, jak ta z Katowic, gdzie w wyniku aborcji tabletkami zginął chłopczyk w piątym miesiącu życia płodowego, a jego 14-letnia matka niemal wykrwawiła się na śmierć. Tymczasem każda forma sprzeciwu wobec aborcji bywa przedstawiana jako niedopuszczalna ingerencja, wymagająca ograniczeń, a nawet sankcji. Dochodzi nawet do tego, że zwolennicy aborcji atakują fizycznie obrońców życia przebywających pod lokalem na Wiejskiej!
Marzenia aborterów: zakazać manifestacji prolife
Ta wyraźna asymetria pokazuje, że aborcjonistom nie chodzi o troskę o zasady współżycia społecznego, lecz o eliminację manifestacji, które im się nie podobają. Za „prawami” zwierząt – tak! I to w każdej formie! Przeciw zabijaniu żywych i czujących dzieci – nie, bo to nam psuje biznes i jest wbrew naszej eugenicznej polityce.
Nieustannie słyszymy wezwania do utworzenia strefy buforowej wokół Abotaku. Chodzi o strefę z zakazem działalności prolife. Tylko jakoś nie słychać o potrzebie strefy buforowej wokół restauracji serwujących dania z drobiu…
Tekst: red.




