Aborcja na życzenie w Irlandii jest legalna od 2018 roku: wówczas przeprowadzono tam referendum, w którym zdecydowana większość obywateli opowiedziała się za zmianą prawa. Do 12. tygodnia ciąży można tam teraz dokonać aborcji bez podawania przyczyny. Później też zabija się dzieci, jeśli są ono chore lub jeśli ciąża zostanie uznana za zagrażającą zdrowiu lub życiu kobiety.
Od 2018 do 2023 roku w Irlandii zabito ponad 50 000 nienarodzonych dzieci. W 2024 roku już jedno na sześć poczętych dzieci zostało zabite, zanim mogło przyjść na świat. To absolutnie zatrważająca liczba. Jak to się stało, że kraj, który uchodził jeszcze niedawno za kolebkę katolicyzmu, dopuszcza takie barbarzyństwo?
Czy Irlandia naprawdę jest katolicka? Nie w kwestii aborcji
Deklaratywnie chrześcijaństwo stanowi oczywiście nadal główną religię. Wg spisu powszechnego w 2022 roku prawie 70% Irlandczyków to katolicy i choć odsetek ten zmniejsza się systematycznie w ostatnich latach, zdecydowana większość mieszkańców Zielonej Wyspy deklaruje wiarę w Boga.
Jednak już przed referendum aborcyjnym z 2018 roku można było zaobserwować niepokojącą zmianę kursu Kościoła w Irlandii w sprawie obrony życia poczętego. Duża część kapłanów uległa niestety lewackiemu dyktatowi i popadła w nadmierną poprawność polityczną. Zamiast wprost nazywać „terminację ciąży” morderstwem i grzechem, a także wytrwale pokazywać prawdę o aborcji, księża dbali o to, by nikogo nie urazić i wykazywać się „tolerancją” wobec różnych postaw życiowych wiernych.
Organizacja zrzeszająca irlandzkich kapłanów, Association of Catholic Priests, wezwała nawet wiernych do głosowania w referendum aborcyjnym „zgodnie ze swoim sumieniem”. W specjalnym oświadczeniu napisali też, że „życie ludzkie jest złożone, stwarza sytuacje, które częściej są szare, niż czarno-białe i wymagają (…) wrażliwego, nieoceniającego podejścia”.
Taka postawa części przedstawicieli irlandzkiego Kościoła, wraz z innymi, starannie zaplanowanymi przez aborcyjną międzynarodówkę działaniami zmierzającymi do uciszenia obrońców życia, przyniosła niestety dramatyczne skutki. Aż 66,4% głosujących opowiedziało się za poszerzeniem możliwości aborcji.
Podstępny sposób działania feministycznego lobby
Przypadek Irlandii jest ostrzeżeniem dla innych krajów, które uważane są za katolickie. Aborterzy działają bowiem tak, aby stopniowo usypiać sumienia i powoli, ale systematycznie budują grunt pod zmianę obowiązujących regulacji. W jednym z odcinków wideobloga „Pro-life bez cenzury” Kaja Godek nazwała to zjawisko efektem trampoliny.
Idąc za sformułowaniem użytym przez irlandzkich kapłanów – to, co jednoznacznie i bez żadnych wątpliwości jest „czarne”, działacze aborcyjni starają się pokazywać właśnie w różnych odcieniach szarości. Zamiast starać się całkowicie zablokować działania środowisk prolife (co, jak wiedzą, nie jest możliwe) wywierają więc presję, by o aborcji wypowiadać się mniej radykalnie i brać pod uwagę różnorodność sytuacji, w jakich może znaleźć się
kobieta.
Tymczasem fakty są takie, iż aborcja zawsze jest złem i zawsze jest to morderstwo małego, bezbronnego człowieka. To, że jest niedopuszczalna, powinno być oczywistością. Stworzenie choćby możliwości dyskusji na ten temat albo pytanie się społeczeństwa, jakie jest jego zdanie na temat zabijania nienarodzonych jest ogromnym błędem – wyłomem, który może doprowadzić do takiej właśnie, jak w Irlandii, rzezi niewiniątek.
Liczba aborcji w Irlandii przeraża
Irlandzcy politycy przekonywali przed referendum, że po poluzowaniu prawa aborcja będzie „bezpieczna, legalna i rzadka” (to słowa ówczesnego premiera, Leo Erica Varadkara). Twierdzono, że przyzwolenie na zabijanie dzieci wcale nie spowoduje gwałtownego wzrostu liczby wykonywanych „zabiegów”, uczyni je tylko bezpieczniejszymi dla kobiet.
O czym innym ostrzegały środowiska prolife, i jak się okazuje, miały całkowitą rację. Liczba zabijanych dzieci zwiększała się
lawinowo, aby dojść do ponad 10 tysięcy rocznie. Co szóste dziecko, które zostało poczęte w Irlandii w 2024 roku, zostało zamordowane, zanim miało szansę się urodzić!
Jak mówią irlandzcy działacze prolife, irlandzkie kobiety nie otrzymują już od publicznych instytucji żadnej propozycji rozmowy ani pomocy. Ciężarne nie są w żaden sposób nakłaniane, by zastanowić się jeszcze nad swoją decyzją. Nikt nie proponuje im alternatywnych rozwiązań, takich jak np. oddanie dziecka do adopcji. Po prostu otrzymują dane najbliższej placówki, w której mogą uśmiercić rosnące pod ich sercem maleństwa.
Rząd nie prowadzi też badań dotyczących przyczyn wzrostu liczby aborcji ani spadku liczby narodzin. Taka polityka to niestety prosta droga do jeszcze większej liczby zabijanych dzieci.
Tekst: Anna Nowak




